Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
612 postów 2822 komentarze

Tajemnicza Polska 51

Zbigniew Jacniacki - ( wcześniej zbigniew 1108 ) PRAWDA W ŻYCIU, ŻYCIE W PRAWDZIE... 50 lat minęło.... Do teorii doszło doświadczenie. Zbudowałem swoje "malutkie" państwo polskie. Nawiążę współpracę z "malutkimi" państwami moich Rodaków .

70 rocznica zwycięstwa iluzji...Mylę się ? Niestety nie...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Obejrzałem film o powstańcach warszawskich zmontowany z kronik wydziału propagandy AK.... Byłem zdumiony...Niefrasobliwość zamieniająca się w zbrodnie...na samym sobie.

     Obrazy eleganckiej Warszawy i to mimo 5 latach okupacji niemieckiej , skonfrontowane z efektami 63 dni "furii odwetu "...

Cywilizacja iluzji ponownie wygrała z cywilizacją prawdy...

Z okazji 70 rocznicy tych wydarzeń będziemy odbiorcami wielu hurrrra patriotycznych inscenizacji i prawdopodobnie niewielu spokojniejszych refleksji...

Poniżej zapraszam do zapoznania się z dłuższym tekstem dr Jacka Smolarka...

Po jego  przeczytaniu , podobnie jak po obejrzeniu filmu,  w głowie jak zadra świdruje bólem myśl... kolejna narodowa  nieukarana  zbrodnia.  

I niemiecka i polska...

 


                                                        PRZED



                                                           PO


Ludność cywilna, a powstanie

                                            (70 rocznica powstania warszawskiego)
  

   Mimo upływu wielu lat, wspomnienia o bohaterstwie i poświęceniu powstańców są nadal w świadomości społecznej żywe. O wiele mniej się natomiast mówi o cierpieniach, stratach biologicznych i materialnych, zaangażowaniu w powstanie ludności cywilnej. To, co robili żołnierze SS grup szturmowych - wspominał niemiecki starosta Warszawy Leist po wojnie - nie da się opowiedzieć i opisać . Znęcano się przede wszystkim nad ludnością cywilną, nie oszczędzano kobiet i dzieci. Ci, którzy uszli śmierci, zostali ograbieni i pobici. Kobiety gwałcono... W październiku 1944 r. w Warszawie pozostały tylko gruzy i zgliszcza.

   Trwająca od godzin przedpołudniowych dnia 22 do 25 lipca 1944 roku, przez most Kierbedzia i Poniatowskiego, paniczna ucieczka ze wschodu na zachód pomocniczych oddziałów niemieckich ale nie liniowych oraz ewakuacja wschodnich powiatów dystryktu warszawskiego, administracji niemieckiej miasta Warszawy wywołały u przyglądających się temu wydarzeniu mieszkańców Warszawy gwałtowny wzrost emocji, dochodzący do szczytu. Już po zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku oczekiwano na załamanie się lada chwila potęgi niemieckiej, powtórkę sytuacji z listopada 1918 roku oraz na działania zbrojne będące odwetem za 5-letni terror i śmierć najbliższych. Część ludności cywilnej poparła z wielkim entuzjazmem oraz poświęceniem w pierwszych dniach powstanie, będąc przekonana, że walki potrwają kilka, co najwyżej kilkanaście godzin, że dowództwo Armii Krajowej ich rozpoczęcie zsynchronizowało z wejściem wojsk radzieckich do Warszawy i liczyła również na pomoc aliantów zachodnich, których większe walki zbrojne AK w ogóle nie interesowały. Prawdziwy stosunek aliantów zachodnich do sprawy polskiej społeczeństwu Warszawy jak i zresztą całej Polski oraz kierownictwu państwa podziemnego nie był znany. Funkcjonujący w świadomości społecznej obraz był tutaj wyjątkowo zniekształcony, fałszywy, odbiegający daleko od politycznej rzeczywistości. To był głównie wynik uprawianej przez zachodnich aliantów, a zwłaszcza Anglików propagandy radiowej. Dowództwu i nam wszystkim - zauważa Jan Nowak Jeziorański - zdawało się, że Polska znajduje się w centrum uwagi, że jest pępkiem świata, że Anglicy są wpatrzeni w Polskę. Złudzenie powstało pod wpływem audycji BBC, które nadawane były z Londynu, ale zawierały nieproporcjonalną porcję wiadomości z Polski i o Polsce. Ta propaganda angielska wprowadzała w błąd kierownictwo podziemia, które zupełnie fałszywie oceniało stosunek Anglików do tego, co się działo w Polsce. Społeczeństwo nie słuchało Radia Moskwa, słuchało Londynu. Dezinformując wcześniej ludność cywilną, w czasie powstania BBC będzie nadawało komunikaty o charakterze wojskowym, o przemieszczaniu oddziałów AK, co wykorzystywali  Niemcy do zwalczania powstańców. Już na początku sierpnia w depeszy do Londynu gen. Bór domagał się zaprzestania nadawania przez brytyjskie radio informacji o złym stanie uzbrojenia powstańców i brakach amunicji, ułatwiających Niemcom planowanie operacji przeciwko walczącemu miastu.

   To właśnie głównie dzięki poświęceniu, spontanicznemu zaangażowaniu ludności cywilnej, żyjącej w niewoli fałszywych obrazów, iluzji wytworzonej przez radio BBC, a jednocześnie masowo mordowanej w sposób bestialski, powstanie nie upadło w pierwszych dniach sierpnia po opuszczeniu Warszawy przez oddziały AK z Mokotowa i Żoliborza, lecz 62 dni trwało. Na apel dowództwa AK w szeregi powstańcze zaciągnęło się wiele osób nie należących wcześniej do żadnej podziemnej organizacji wojskowej. Ci ochotnicy, a nie żołnierze AK stanowić będą ponad 50% żołnierzy powstania. Wraz z rodzicami często zgłaszało się do różnych prac pomocniczych, a także łączności wiele dzieci w wieku nawet 10-12 lat. Ludność cywilna znajdująca się sama w trudnej sytuacji wspierała powstańców swoimi skromnymi zapasami żywności, lekarstw, odzieży, papierosów itd. Z upływem czasu stosunek znacznej części ludności cywilnej do powstania zaczął się radykalnie zmieniać. Tragedie wywołane utratą najbliższych, coraz trudniejsze warunki życia, braki żywności, wody, energii, prowadziły często do załamań psychicznych, pogarszania się nastrojów, myślenia o ratowaniu własnego życia.

   Już na skutek przesunięcia wybuchu powstania z godzin nocno-porannych, co przewidywały wcześniejsze plany, na godzinę 17, zapłaciła dodatkowo ludność cywilna. Wymieszanie się o tej porze dnia na ulicach miasta z ludnością cywilną powracającą do domów z pracy, mające ułatwić przemieszczanie się żołnierzom AK i ochronę ich przed identyfikacją ze strony Niemców, doprowadziło do tego, że wiele dzieci niepełnoletnich zostało bez rodziców oraz wiele osób starszych utraciło kontakt z rodzinami. Niemiecki odwet za zryw zbrojny spadł głównie na ludność cywilną, uważaną za podludzi – untermenschów słowiańskich, w bestialski sposób eksterminowaną niezależnie od wieku, płci, stanu zdrowia. Systematyczną eksterminację zgodnie z rozkazem Himmlera, że: każdego mieszkańca należy zabić, nie brać żadnych jeńców - siły niemieckie pod dowództwem generała porucznika Reinera Stahela, a od 6 sierpnia SS- Obrgruppenführera von dem Bach-Zelewskiego rozpoczęły od pierwszych dni powstania. Masowa rzeź ludności Woli trwała od 4 do 12 sierpnia i jej ofiarami było około 40 tys. wymordowanych ludzi. Mordowano ludność wzdłuż arterii wylotowej Warszawy - ulicy Wolskiej oraz na przyległych do niej ulicach, najczęściej na terenie fabryk, gdzie spędzano ją z okolicznych budynków. Tylko na terenie fabryki Franaszka zamordowano ok. 5000 osób - mieszkańców ulicy Wolskiej od nr 34 do 52 oraz pracowników fabryki. Na Ochocie głównymi miejscami zbrodni po rozbiciu powstańców będzie Instytut Radowy przy ulicy Wawelskiej oraz tzw. Zieleniak. Wraz z mordowaniem znęcano się, gwałcono i używano do osłony czołgów ludność cywilną. A oto kilka zeznań naocznych świadków tych zbrodni. /.../otoczyli nasz dom- zeznaje Halina Tuszyńska - bili, strzelali, rzucali granaty. Widziałam jak chcieli odebrać malutkie dziecko matce. Nie oddawała. Wtedy Niemiec strzelił jej w nogi, a główkę dziecka roztrzaskał kolbą/.../. Eugenia Hankiewicz tak oto przedstawia sytuację, w jakiej się znalazła: /.../strzelali do nas z karabinów maszynowych ustawionych na jezdni. Jak długo to trwało, nie pamiętam; kiedy się ocknęłam, widziałam wokół tylko trupy, wygrzebałam się spod nich. Żyłam. Martwe ciała mojej mamy i siostry leżały obok mnie. Podoficer Wehrmachtu Willy Friedl tak oto zeznaje w sprawie masowego mordowania ludności cywilnej: /.../ widziałem jak wpędzano siłą polskich cywilów w podwórze poprzez poprzeczny budynek partiami po 10 osób, kładziono ich na stosach twarzą w dół, niektórych nawet wleczono za włosy i następnie rozstrzeliwano strzałami w potylicę. Zabitych nie usuwano i następna partia musiała wchodzić na trupy lub była wciągana, a następnie również rozstrzeliwana. I tak dalej, dopóki nie urósł cały stos, a wszyscy znajdujący się tam Polacy rozstrzelani. Widziałem tam 9-10 warstw trupów tak ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi przy piersi były rozstrzeliwane razem. Liczbę ofiar cywilnych zbrodni niemieckich szacuje się na około 180 tys. Ogólny bilans strat biologicznych Warszawy okazał się dużo wyższy, niż Wojska Polskiego podczas działań wojennych w 1939 roku, a bezbronnej ludności cywilnej, głównej ofiary bestialstwa niemieckiego, ponad 10 krotnie wyższy, niż powstańców (ok.17 tys.). W ciągu dwóch miesięcy wysiłek i dorobek wielu pokoleń został zniszczony bądź zrabowany. Zniszczeniu uległo 80% miasta, w tym muzea, archiwa, biblioteki, prywatne zbiory, kolekcje dzieł sztuki, 25 kościołów itd. Zrabowane polskie mienie publiczne i prywatne wywieziono w głąb Niemiec 45 tysiącami wagonów kolejowych i 6 tysiącami samochodów.

Rozkaz Hitlera i Himmlera, dotyczący stłumienia powstania, wyniszczenia ludności cywilnej, zrównania miasta z ziemią po uprzednim ograbieniu go, wykonywały oddziały Wehrmachtu (bataliony wartownicze, szkolne, zapasowe piechoty, artylerii, broni pancernej, obsługi parków samochodowych) garnizonu warszawskiego, jednostki lotnictwa, opóźnione jednostki spadochronowo - pancernej dywizji ,,Hermann Göring” przerzucanej na wschód z frontu włoskiego, 19 dywizji pancernej przebijającej się ze wschodu przez Warszawę na zachód, 4 pułk wschodniopruskich grenadierów usiłujący 3 sierpnia otworzyć arterię jerozolimską, nacierając od mostu Poniatowskiego, oddziały policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa dowodzone przez SS-Hauptsturmführera Alfreda Spikera oraz grupa operacyjna Wyższego Dowódcy SS i Policji w Kraju Warty SS- Gruppenführera Heinza Reifartha (do 1962 roku posła do Landtagu i burmistrza w Westerland), składająca się z 16 kompanii policyjnych z Poznania, 608 Posner Ersatz-Regiment pod dowództwem płk Schmidta, brygady szturmowej RONA pod dowództwem SS-Brigadeführera Bronisława Kamińskiego, brygady SS ,,Dirlewangera” (Kosaken-Brigade) pod dowództwem SS-Oberfürera Oskara Dirlewangera, kompanii SS Röntegen, zmotoryzowanego batalionu policyjnej straży pożarnej oraz batalionu ,,Krone” ze 150 miotaczami płomieni. Szczególnym okrucieństwem w stosunku do ludności cywilnej wyróżniły się: brygada RONA (1700 żołnierzy ) o małej wartości bojowej składająca się z dezerterów z Armii Radzieckiej na żołdzie niemieckim, brygada Dirlewangera, którą gen. mjr policji i SS Ernest Rode w zeznaniu określił ,,schweinehaufen” - raczej gromada świń, niż żołnierzy, składająca się w 50% z kryminalistów niemieckich, którym obiecano amnestię i w 45% z dezerterów z innych armii, volksdeutschów oraz oddziały warszawskiego Sipo i SD. Duży procent składu tych najbardziej bestialsko postępujących oddziałów stanowili żołnierze narodowości ukraińskiej, turkmeńskiej, a także azerbejdżańskiej, gruzińskiej, czeczeńskiej, czerkieskiej itd., o czym -zacierając prawdę historyczną i w imię prób budowy strategicznego partnerstwa z tymi państwami - niewiele się dzisiaj wspomina. W składzie brygady Dirlewngera znajdowali się między innymi żołnierze I/111 batalionu azerbejdżańskiego, II batalionu ,,Bergmann” składającego się z Czerkiesów i wschodnio-muzułmańskiego pułku SS. Na samej tylko Woli wymordowali tysiące cywilów. Azerowie również uczestniczyli w masakrze 21 i 22 sierpnia zgrupowania Kampinos spieszącego z pomocą Starówce. I właśnie na tej umęczonej Woli przy Muzeum Powstania Warszawskiego prezydent Azerbejdżanu i miasta Warszawy Lech Kaczyński, kierujący się motywami politycznymi, a nie prawdą historyczną, odsłonili 29.03.2005 roku ufundowaną przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa tablicę poświęconą Azerbejdżanom w służbie Rzeczypospolitej, w tym walczącym na barykadach Powstania Warszawskiego. Dyrektor muzeum Jan Ołdakowski stwierdził, że w oddziałach powstańczych walczyło dwóch Azerów - jeden znany z nazwiska drugi nie. A my jesteśmy do pokazywania pozytywnych przykładów. Badaczowi historii powstania Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi nie był znany fakt walki Azerów po stronie powstańców. Może trafił się jakiś jeden - twierdzi Kunert - ale historia o tym nie wspomina. Natomiast  w tym czasie Prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Ścibor-Rylski powiedział: Oni walczyli w powstaniu. Tylko, że nie z nami, ale przeciwko namTo kompromitujące wydarzenie wywołało wówczas liczne protesty społeczne.

   Kiedy po kilku dniach powstania na ludność cywilną spadły wyjątkowo ciężkie ciosy, rozpoczęła się jej eksterminacja, pogorszyły się gwałtownie warunki bytowania, zaczyna między nią, a powstańcami dochodzić do napięć, nienawiści, głośnego ,,złorzeczenia.” O ile z podziwem i wielkim szacunkiem ludność cywilna odnosiła się do żołnierzy walczących na pierwszej linii, o tyle z dezaprobatą do tych, którzy całymi dniami przebywali na tyłach w placówkach wojskowych. Ci z akcji, z barykad byli zawsze pierwszorzędni - relacjonuje 32 letni wówczas publicysta Aleksander Rogalski. Były to najpiękniejsze kwiaty polskiego rycerstwa, aż rozpacz bierze, że tak wielu z nich kosiła śmierć …Ci z tyłów …wskrzeszali smutnej pamięci typ przedwojennego oficera polskiego, jaki panoszył się po kasynach i salach balowych: arogancki, pyszałkowaty, kłótliwy i niemoralny.[1] Faktyczny stan stosunków między ludnością cywilną, a powstańcami wyżej przytoczony publicysta ukazuje w relacji nr 265 pisząc: Co noc prawie wpadali do schronów żołnierze bądź też nasi żandarmi wojskowi, wyciągali cywilów z ich legowisk i pędzili do robót przy naprawianiu barykad, kopaniu rowów, gaszeniu pożarów itp. Roboty te były w dużym stopniu niebezpieczne, ponieważ niedbałe i lekkomyślne dowództwa poszczególnych odcinków dostrzegały niebezpieczeństwo w swym sektorze dopiero w ostatniej chwili i w ostatniej chwili, często gdy było już za późno, pragnęły jemu zaradzić. W piwnicach rozlegały się płacze i krzyki kobiet, które broniły swych synów lub mężów przed groźbą śmierci. Nic to nie pomagało, mężczyzn brutalnie wyrzucano, a kobietom grożono. Starcy, kalecy, chorzy - ludzie osłabieni brakiem należytego odżywiania i przeżyciami dnia – musieli iść często pod same stanowiska wroga i wśród rozrywających się pocisków i świstu kul spełniać rozkazy wojska, podczas gdy setki żołnierzy bezczynnie czekały na jakieś zatrudnienie[2] Jan Ciechanowski, autor książki o powstaniu wydanej w Londynie, a później w Polsce, uczestnik powstania w taki oto sposób relacjonuje wizytowanie 22 września przez gen. Bora-Komorowskiego kompanii, w której służył: Gdy przechodził (Bór) przez piwnicę, kobiety wołały za nim: Morderco naszych dzieci ! Słyszałem to na własne uszy. Gdyby wtedy weszli sowieci, ludzie poszliby za PKWN, bo uważali, że Komorowski sprowadził na nich wszystkie nieszczęścia. [3] Znając relację między ludnością cywilną, a powstańcami, występowanie konfliktów, gen. Bór-Komorowski w rozkazie z dnia 3 października 1944 r. do żołnierzy walczącej Warszawy napisze: Ludności wyrażam podziw i wdzięczność walczących szeregów wojska i ich do nich przywiązanie. Ludność tę proszę, aby darowała żołnierzom wszystkie przewinienia, jakie w ciągu długotrwałej walki musiały w stosunku do ludności niejednokrotnie mieć miejsce.  [4]

   Obok zbrodni podczas powstania, władze niemieckie dokonały następnej zbrodni, deportując pod eskortą wojska i żandarmerii w sumie ok. 600 tys. osób wyczerpanych fizycznie i psychicznie do obozu w Pruszkowie. Tam umieszczono ich w wyjątkowo ciężkich, prymitywnych, nieludzkich warunkach – w nie ogrzewanych halach kolejowych, otoczonych drutem kolczastym, bez wody, światła, sanitariatów. W wyniku braku żywności, chleba, zwłaszcza w pierwszym okresie, zdarzały się wypadki śmierci głodowej wśród dzieci i osób starszych oraz szerzyły się epidemie: tyfusu, duru brzusznego, czerwonki, biegunki, krwawej dyzenterii. Zimno, głód, choroby zwiększały umieralność dzieci, ludzi rannych, chorych, osłabionych i starszych. Rozdzielanie najbliższych członków rodzin i nieświadomość, niepewność o dalsze ich losy skutkowało tym, że wiele osób właśnie okres uwięzienia w Pruszkowie uzna za najcięższy z całego Powstania. Na zakończenie artykułu w ,,Warszawskim Głosie Narodowym” z dnia 30.08.1944 r. czytamy: Pruszków stanie się w historii haniebnym symbolem wojennych metod niemieckich, ale będzie także ciężkim wyrzutem sumienia dla naszych możnych aliantów, którzy... przyglądali się spokojnie i flegmatycznie jak wymierają z głodu i epidemii polskie kobiety i dzieci w Pruszkowie. Obóz w Pruszkowie nazywany dulagiem czyli obozem przejściowym, faktycznie był - gdyż o charakterze obozu decyduje nie nazwa niemiecka lecz istota samego obozu - obozem niemieckich władz bezpieczeństwa. Od 06.08.1944 r. do 11.08.1944 r. był pod wyłącznym zarządem SS i żandarmerii. Od 12.08.1944 r. formalnie zarząd nad obozem przejmie Wehrmacht i będzie się zajmował sprawami porządkowymi, organizacyjnymi i gospodarczymi ale o losie tam uwięzionych nadal decydowała policja bezpieczeństwa, gestapo, której ekspozytura znajdowała się w tzw. zielonym wagonie. Gestapo dokonywało selekcji, rozdzielając często członków rodzin, przesłuchiwało podejrzanych politycznie o udział w powstaniu ludzi młodych, przekazując ich do obozów koncentracyjnych (Oświęcim, Mauthausen, Ravensbrück, Dachau, Gross- Rossen, Sachsenhausen), bądź do siedziby policji bezpieczeństwa przy ul. Parkowej, lub dokonywało rozstrzeliwań na terenie glinianek między Pruszkowem, a Komorowem w pobliskich lasach. Obozowe gestapo analizowało listy osób przeznaczonych do zwolnień i wraz z niemieckim Urzędem Pracy kierowało osoby ,, zdolne” do pracy na roboty przymusowe do III Rzeszy niemieckiej. W sumie do obozów koncentracyjnych i na roboty przymusowe niemieckie władze bezpieczeństwa obozu pruszkowskiego skierowały około 150 tys. osób, około 100 tys. zwolniły z obozu, a ponad 300 tys. (głównie matki z dziećmi do lat 15, kobiety powyżej 50 lat, mężczyźni powyżej 60 lat, kaleki itd.) na deportację na teren Generalnej Guberni. Większość ludzi deportowanych, która przeżyła wojnę, już nie powróciła do Warszawy i tułała się często w ciężkich warunkach po całym świecie. Mimo, że ludność cywilna poniosła dotkliwe straty, tracąc najbliższych, dorobek często wielu pokoleń, nie poczyniono żadnego gestu w uznaniu ich tragedii i cierpień, chociaż możliwości ku temu istniały i istnieją. Przeciwko uznaniu uwięzionych w niemieckim obozie w Pruszkowie za represjonowanych w rozumieniu przepisów prawa wysuwa się bezpodstawnie argument, że przebywali w zwykłym obozie przejściowym tzw. Dulagu. A przecież mimo, że obóz w Pruszkowie powstały 6 sierpnia od 12 sierpnia nazywał się Dulagiem wraz z przejęciem administracji nad nim przez Wehrmacht, to osoby w nim osadzone, przebywały w warunkach porównywalnych do warunków w obozach koncentracyjnych i znajdowały się w dyspozycji nie Wehrmachtu lecz obozowego gestapo czyli niemieckich władz bezpieczeństwa. Takie stanowisko zajęli już specjaliści od spraw obozów niemieckich Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wcześniej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. W rozumieniu wszakże art. 4 ust.1 pkt.1 lit. ustawy z dnia 14.01. 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego, represjami są okresy przebywania: pkt.1) z przyczyn politycznych, narodowościowych, religijnych i rasowych...lit. b) w innych miejscach odosobnienia, w których warunki pobytu nie różniły się od warunków w obozach koncentracyjnych, a osoby tam osadzone pozostawały w dyspozycji hitlerowskich władz bezpieczeństwa. Jednakże Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, naruszając przepisy powyższej Ustawy, odmawia po dziś dzień osobom przebywającym w obozie pruszkowskim w tym w wieku do 14 lat prawa do  uznanie ich za represjonowanych. Prawa do starań o uprawnienia wynikające z przepisów tej ustawy odmawia się również wdowom i wdowcom po osobach przebywających w tym obozie. W procedurze Urzędu o miejscu represjonowania decyduje sporządzony pośpiesznie wykaz obozów w formie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 września 2001 roku, a nie przepisy Ustawy z dnia 24 stycznia 1991 roku uchwalonej przez Sejm. W tym dodatkowym wykazie, powstającym w ciągu kilku lat pod wpływem lobbingu różnych grup polityczno-regionalnych, a później ujętym w formie rozporządzenia premiera, nie znajduje się obóz niemiecki w Pruszkowie ale często obozy przejściowe nie spełniające wymogów ustawy. Nie wydawanie decyzji urzędowych o charakterze odmownym, możliwych do zaskarżenia, a jedynie powoływanie się w tej sprawie w odpowiedziach kierowanych do petentów na ten wątpliwej wartości wykaz funkcjonujący w formie rozporządzenia, jest poważnym naruszeniem prawa, wielkim nieporozumieniem, dyskryminującym ludność cywilną powstańczej Warszawy deportowaną do pruszkowskiego obozu. Obóz ten nie jest nawet wymieniony wśród grupy obozów, za pobyt w których dzieci do lat 14 uznawane są za represjonowane. Wymienia się tutaj głównie obozy podległe niemieckiej Centrali Przesiedleńczej, w których warunki nie były gorsze od warunków w obozie pruszkowskim, a w którym uwięzieni ponadto znajdowali się w dyspozycji niemieckich władz bezpieczeństwa, spełniając tym samym przywołany wcześniej art.4 ust. 1 pkt. 1 lit. b ustawy. Wcześniej  przyznano uprawnienia jako osobom represjonowanym dzieciom do 14 lat przebywającym w obozach przesiedleńczych w Zwierzyńcu, Zamościu , później w Łodzi, Poznaniu, Toruniu, Smukale itd.Już w piśmie z dnia 15 lipca 1992 roku (l. dz. Z k. II/442/15/92) skierowanym do osoby zmarłej pod koniec lat 90-tych, wydanym w oparciu o opinię ekspertów od spraw obozów hitlerowskich, dyrektor Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu - Instytut Pamięci Narodowej uznał prawo osoby, która przebywała jako kilkunastoletnie dziecko w obozie w Pruszkowie do ubiegania się o uprawnienia kombatanckie. Tego stanowiska GKBZpNP-IPN zdaje się nie dostrzegać po dziś dzień Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, co jest naruszaniem przepisów ustawy z 24.01.1991 r. o kombatantach i osobach represjonowanych. Już od wielu lat osoby, które przeszły przez obozy podobne do pruszkowskiego często o charakterze lżejszym, posiadają status represjonowanych i korzystają z przysługujących im uprawnień. Na przykład uprawnienia kombatanckie posiada był Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych za przebywanie kilka godzin w obozie przesiedleńczym w Poznaniu. Niestety ludność cywilna powstańczej Warszawy, która tak wiele ucierpiała i konsekwencje pobytu w obozie pruszkowskim po dzień dzisiejszy boleśnie odczuwa, z tych przysługujących jej uprawnień ustawowych nie korzysta, gdyż całkowicie w ,,wolnej Polsce” została zapomniana. Tak więc na ,,nieposłusznych” mieszkańcach Warszawy nadal ciąży kara, nałożona przez okupacyjne władze niemieckie.


                                                                                                         Jacek Smolarek

 

 


 

[1]Życie w powstańczej Warszawie, Sierpień-wrzesień 1944, Relacje-dokumenty zgromadzone od sierpnia 1944 do stycznia 1945. Pod red. Serwański Edward, W-wa 1965, s.158

[2] Tamże, s.160

[3]www.powstanie.pl/index.php?

[4]Tadeusz Bór-Komorowski, Armia Podziemna, Londyn, wyd. V 1985, s.351 

 

 

 

                                                              X     X    X

 

Zapraszam zbigniewjacniacki-zyciemojeinasze.blogspot.com/

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • @
    Mocne lecz obawiam się że prawdziwe.

    Ps: Jan Nowak Jeziorański - ".... Społeczeństwo nie słuchało Radia Moskwa, słuchało Londynu...." - Czy to nie ten sam pan który współpracował z CIA
    i pomagał w nadawaniu polskojęzycznych audycji z zachodu?
    Cała oddolna Solidarność tego słuchała, "zdawało się, że Polska znajduje się w centrum uwagi, że jest pępkiem świata"!
  • Po prostu majstersyk.
    Jedno cięcie i obcięcie sobie łba z obiema łapami.

    Zbrodnia nie została do dziś ukarana, ani na zbrodniarzach niemieckich, ani na odpowiedzialnych polskich czynnikach.

    Prawda o Powstaniu jest tak straszna, że jeszcze przez kilkanaście - kilkadziesiąt - lat nie będzie można swobodnie o niej mówić.

    Ale to musi w końcu zostać publicznie powiedziane, gdyż to niszczenie Narodu Polskiego powtarza się od wieków.
  • -----------mają do nas KLUCZ / WYTRYCH
    ----------------BÓG / HONOR /OJCZYZNA i bezmyślnie giniemy
  • @Stara Baba 08:26:06
    Taką samą taktykę stosowało RWE gdy zagrzewało Węgrów do walki w 1956. A w tym czasie żydzi ze swoim swoimi sojusznikami (tym razem prawdziwymi) mogli spokojnie napaść na Egipt.
    Ta mendziarska, syjonistyczna taktyka jest ciągle powielana.
  • ---------- a potem RIPLEJ !! / tak dla przypomnienie /
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Or%C4%99dzie_biskup%C3%B3w_polskich_do_biskup%C3%B3w_niemieckich
  • Autor
    .
    Bzdury jak siurdak gajowego Bulla komoruskiego ale mozesz w koncu wypisywac brednie jakie chcesz w kasynie_Leon23 .
    Od tego jest wolnosc slowa .
    Wierszöwka charytatywna czy na zlecenie , pytam bo nie wiem .
    ?
    Jakiekolwiek tlumaczenie , polemika merytoryczna jest bez sensu .
    Nie rozumiesz istoty Powstania Warszawskiego i dobrze , bo nie jest to temat dla idiotöw .
  • @Max von Stirlitz 12:35:46 - w sprawie spreparowanej historyjki pelnej przekretow
    Smolarek, robi sobie bigos z historii i rzeczywiscie Max von Stirlitz slusznie napisal, ze powstanie to nie temat dla uposledzonych historykow.


    Ze strony Wielkiej Obozowej, tez Smolarek, probka mieszania w dziejach Polski - -
    http://www.owp.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=702&Itemid=1

    i tu, dodatkowe bzdury Smolarka - -
    http://rog.republika.pl/rok1920.htm
  • @Max von Stirlitz 12:35:46
    Masz rację Max że nie jest to temat dla idiotów, a niestety idiotów nie brakuje.
    Co gorsza takie teksty są pisane nie przez idiotów tylko na zamówienie.

    A dla tych co mają ochotę cokolwiek zrozumieć na poczatek :

    http://www.youtube.com/watch?v=p4K0AWgXmjo

    w polemizacji z autorem również nie widzę sensu reszta jest w zasobach sieci tylko trzeba chcieć.
  • @Zmech 14:15:50
    Głupich tu szukasz.
    Relacje ludności są dostępne.
    Ale najważniejszy jest bilans.

    Zrównana z ziemią bez sensu i jakiegokolwiek realnego celu stolica, wymordowane 250 tys. ludzi, 700 tys. wygnanych na śmierć z wycieńczenia i poniewierkę, wybicie resztek inteligencji, zniszczenie archiwów, dorobku pokoleń, prywatnych zbiorów.
    A na koniec pośmiewisko dla całego świata z durnoty kierownictwa i łatwowierności Polaków.

    Dowiesz się Pan za kilkanaści-kilkadziesiąt lat jak to z tym Powstaniem rzeczywiście było i dlaczego wybuchło akurat o godzinie piątej, co już samo w sobie było bez sensu.
    Dlaczego jeszcze w lipcu i sierpniu wywożono z Warszawy broń do lasu, a później puszczano ludzi z gołymi rękami do ataku na karabiny maszynowe.

    Ale nie trzeba wchodzić w szczegóły.
    Najważniejszy jest rachunek strat i zysków.
    Jakie zyski osiągnięto poza uratowaniem dupy dowództwa ochranianego w czasie tych 62 dni przez doborowe polskie oddziały posiadające niemal pełne uzbrojenie?
    Już to wskazuje na priorytety jakimi się kierowano.
  • @AlexSailor 15:15:04
    Historia historii archiwisty Smolarka jest zabytkowa i na ogół powtarza się, same opisy Powstania Warszawskiego wg. Smolarka wynikają z tego, że ​​dzielny archiwista pracuje z kopiami swoich poprzedników i tylko musi sporadycznie zmienić fakty. Co AlexSailor mówi o Smolarkowej historii? To proste, obowiązkiem, który Smolarek zawdzięcza historii jest przepisać archiwa po swojemu, tyle o jego zamiarach.
  • @Zmech 16:08:58
    Co ma Smolarek do sensowności i bilansu Powstania.
    Proszę posłuchać materiału filmowego zamieszczonego przez Pana Stonka.
    Przecież to co mówi prof. Kierżun o konieczności wybuchu Powstania i jego nieuchronności nie trzyma się kupy.
    Czy Warszawa stała się twierdzą?
    -Nie, nie było nawet bitwy o Warszawę.
    Czy były jakieś represje za niestawienie się do robót fortyfikacyjnych?
    -Przez kilka dni po 28 lipca nie było żadnych działań.
    Ba, nawet Niemcy nie przygotowali robót i narzędzi, nawet nie spodziewali się, że ktoś przyjdzie, o przyszło kilkadziesiąt osób i odesłano je do domu.

    Reszty wypowiedzi prof. nie komentuje nawet.
    W każdym razie od 25 minuty zaczyna się kompletny odlot.
    Proszę przesłuchać, bo warto, żeby stwierdzić jaka jest sensowność podawanych przez niego założeń.

    Ja go nie krytykuję, bo w 1944r. sytuacja była trudna, bardzo trudna.
    To byli młodzi chłopcy, nic nie wiedzieli o otaczającym świecie na skutek blokady informacyjnej, a codzienność była straszna.
    W końcu przygotowywali się do walki za pieniądze polskie z Londynu przez kilka lat.
    Dziś zaś z perspektywy czasu co ma mówić.
    Jakoś musi sam się z tym uporać, znaleźć sens największego wysiłku swojego życia.

    Co prof. Kierżun mówi o pomocy Zachodniej?
    Czy nie można było zażądać zaprzestania mordowania Polaków w Warszawie?
    Wystarczyło co dwa dni równać z ziemią jedno niemieckie miasto jak Drezno.
    Już po drugim zrównanym z ziemią mieście niemieckim za zabicie cywilnego Polaka w Warszawie niemieckiemu żołnierzowi groziłaby natychmiastowa kula w łeb od własnego dowódcy.

    W jaki sposób wymuszono na Niemcach zaprzestanie mordowania wziętych do niewoli Powstańców i mieszkańców Warszawy?
    Ano zagrożono Niemcom odwetowymi egzekucjami.
    I sprawa została rozwiązana.

    Prawda jest taka, że nasz rząd w Londynie nie znaczył nic, i tak był niezależny od angoli, jak Lubelski od Stalina z małymi różnicami.
    Cały nasz wysiłek wojenny po listopadzie 1939r. nie miał większego sensu, a w wielu przypadkach był po prostu szkodliwy.
    Po II WŚ bez naszego kiwnięcia palcem i tak powstałaby Polska i na pewno nie gorsza od tej PRLowskiej.
  • @Nathanel 18:13:44
    Twoja wypowiedź jest wyłącznie emocjonalna.
    Nie jestem znawcą tego okresu, jednak do wyobraźni przemawia rachunek zysków i strat. Wg, mnie wszystko odbyło sie klasycznie. Wykorzystano patriotyzm młodych ludzi i ich chęć walki z okupantem do realizacji nie wiadomo jakich geopolitycznych celów. Krew Polaków nigdy nie była w cenie. Tak było także z powstaniem warszawskim, które przemieniło się w gehennę , tragedię narodu i setek tysięcy cywilów. . Wszystko odbyła się jak zawsze- wykrwawili się Polacy nie dostając nic w zamian.
    Czesi zawsze byli mądrzejsi i bardziej pragmatyczni czego dowodem są miliony turystów z całego świata podziwiających starą zabytkową i niezniszczoną Pragę.
  • @Nathanel 18:13:44
    "Otóż w ten sposób popełniasz zbrodnie na BOHATERACH POWSTANIA."

    Właśnie przez tak używane argumenty nie można poprawnie ocenić
    skutków wybuchu powstania. Ciągnie się to od czasów Napoleona, poprzez Powstanie Listopadowe i Styczniowe aż do działań dawnej "Solidarności". Bezwiednie lub nie, stosowana jest zasłona dymna w postaci rzekomego podważania bohaterstwa powstańców.
    Jest to kompletna bzdura.
    Kiedyś już raz o tym się wyraziłem:
    "Bohaterskim Polakom Warszawskiego Powstania pomniki, pamięć i chwała. Prowodyrom i odpowiedzialnym za jego rozpoczęcie kula w łeb"

    PS; pisałem także o nowince znalezionej w żydowskim filmie o powstaniu Izraela. Jak to dzięki dowództwu polskiego podziemia w 1942 roku udało się żydom przetransportować z okupowanej Warszawy do Palestyny rozebrana na części podziemna mala linie produkcyjna uzbrojenia która służyła potem w walkach przeciw Anglikom oraz tamtym tubylcom. Udokumentowano to krótkim filmem z 1946 roku pokazującym te maszyny zainstalowane już w Palestynie.
  • ---------------- DOKUMENT
    ----- kilka lat wstecz pózną nocą oglądałam program -kroniki archiwalne -min. była tam rozmowa ze staruszkiem Adiutantem niemieckiego Generała ,który spotkał się ok przed wybuchem powstania z Borem Komorowskim

    -------- i tak ! -Niemiec Generał mówi do Bora : wiemy ,że planujecie powstanie ! PROSZĘ odstąpcie od niego !! nie ma żadnego sensu wszczynać go ! -ucierpi ludność cywilna ! miasto zostanie zrównane z ziemią !

    -- na to Bór Komorowski : nie możemy już się wycofać .Rozkazy padły !itp.

    Ps. piszę z pamięci , zapewne czegoś nie dodałam , coś pominęłam -ale SENS był właśnie taki !! / wstrząsnął mną ten program tak dalece ,że od tego czasu , skupiłam się na krytycznych uwagach o powstaniu /

    -----POWSTANIE BYŁO ZBRODNĄ na Narodzie POLSKIM -co nie odbiera bohaterstwa walczącym w nim Polakom.
  • @Stara Baba 18:49:30
    ""Bohaterskim Polakom Warszawskiego Powstania pomniki, pamięć i chwała. Prowodyrom i odpowiedzialnym za jego rozpoczęcie kula w łeb."

    Sic.
  • @KOSSOBOR 18:59:40
    Pani @KOSSOBOR, podaje się pani za szlachetnie urodzona wiec Pani coś przypomnę. To Napoleon poprzez sterowanie oddaniem oraz wielkim patriotyzmem polskiej szlachty właśnie ta szlachtę i szanse na odrodzenie Rzeczypospolitej wykończył. To poprzez podpuchę i złe przygotowany zryw Listopadowy, to co ze szlachty zostało po Napoleona erze, w większości na Sybir zesłano. (Po mieczu większość z najbliższej rodziny moich przodków zginęła a tym co zostali pozabierano już i tak skrojone majątki.) To poprzez podpuchę i naiwność już nielicznych patriotów w Styczniu rozprawiono się do końca z wrogim dla zaborców elementem. Wtedy to przodków z rodziny mojej matki powybijano a majątki także zabrano. Co więcej, Prawdziwa polska patriotyczna szlachta została podczas zaborów zniszczona a kto te czasy bez utraty majątku przetrwał albo był kolaborantem, albo usłużnym dla tamtego czasu zaborczej władzy. Na pewno nie był patriota.
    Tak można prawic i o bliższych czasach oraz wydarzeniach. Reguła jednak jest jedna, społeczeństwo ogłupić, podjudzić, rzucić na mocniejszego przeciwnika i wybić aby ich potomstwo pod nogami zdobywców się nie pętało. Sposób jakim tego dokonano oczywiście szczelnie ukrywać, może na później się przyda.

    Sic.
  • @Stara Baba 19:44:58
    Mamy dość zbieżne poglądy.
    Rok temu napisałem notkę;

    //Dyskusje o Powstaniu będą trwały do końca świata i „dwa dni dłużej”.

    Było to przede wszystkim zderzenie dwóch skrajności : skrajnego cynizmu syjonistyczno-masońskich „elyt” i bezprzykładnego bohaterstwa i poświęcenia Żołnierzy Powstania.//
    http://spiritolibero.neon24.pl/post/96508,warszawo-walcz

    Pozdrawiam
  • @ninanonimowa 18:58:29
    Ten Niemiec nie powiedział tego co wiedział.
    Nawet on nie puścił pary z ust.
    Nie powiedzieli tego również komuniści w czasach PRLu, a niektórzy ważni musieli wiedzieć.
    Prawda o powstaniu jest przerażająca, znaczenie bardziej niż ta rozmowa.
    Warto przypomnieć tu słowo jednego z dowódców powstania, który przed jego wybuchem bredził coś takiego, że ulicami będą płynąć rzeki polskiej krwi i to obudzi sumienie Zachodu.
    Nie mogę zacytować dokładnie, ale jest dostępne w materiałach.
    Czy on był idiotą?
    O co mu chodziło?
    Przecież już po tej wypowiedzi powinien być umieszczony w domu wariatów lub zlikwidowany, a był jednym z trzech głównodowodzacych.
  • @Nathanel 19:02:53
    Nie kłam pan.
    Udane było I Powstanie Wielkopolskie, zwycięstwo odniosło II Powstanie Wielkopolskie po I WŚ, osiągnęło znaczną część celów III Powstanie Śląskie.
    Były udane powstania, które rozpoczynano po kalkulacji sił i przygotowaniu a nie bez sensu lub z podjudzenia.
  • @Docent zza morza 20:57:17
    //A 70. rocznicę Powstania Warszawskiego będziemy obchodzili dopiero za rok.//

    Te, "docent"... Liczydło se kup. Albo do podstawówki wróć.
  • @Nathanel 19:41:22
    Dziwną logiką się pan kierujesz.
    Powstanie wybuchło podobno przeciw Stalinowi jako element Akcji Burza, której wspaniałe wyniki znane były w innych miastach, np. w Wilnie.
    I Stalin miał pomagać powstaniu skierowanemu przeciw sobie?????????????????????????????
    To jest myślenie chorego, to jest zmanipulowanego, umysłu.
    A pomoc od Zachodu??
    Jaką?
    Brygada Sosabowskiego na przeciw doborowych oddziałów niemieckich wyposażonych w broń ciężką.
    I gdzie miała lądować?
    W miejskim terenie zabudowanym???
    Co by osiągnięto poza wybiciem ludzi?
    Stosunek 1 zabity Niemiec na 50 Polaków zamiast na 100???????????????????????
    Gdyby zrzuty broni się udały, to co by osiągnięto???
    Niemcy odcięliby miasto od wody i żywności, a resztę załatwiłaby ciężka artyleria, nawet nie lotnictwo.
    Co działoby się w takim mieście w listopadzie i grudniu???
    Ludzie zjadaliby się z głodu na wzajem????
  • Stara Baba alias Chuck Norris 18:49:30.CET
    .
    Hi Chuck ,
    zajrzyj pod podany link albo leszcz i jak znajdziesz chwilke przeczytaj ,please .
    http://witas1972.salon24.pl/437702,powstanie-i-tak-by-wybuchlo
  • ------------Polska --dramaty wyjęte z KONTEKSTU prawdzie
    ----HISTORYCZNY !! RACHUNEK CIĄGNIONY --tylko pokaże PRAWDĘ ----
  • --------PLAN ! który realizowany jest od !! 2000 tyś lat !
    http://abelikain.blogspot.com/2014/04/bestii.html
  • @ninanonimowa 21:52:32
    --------- my !! Polacy - zalinkowany tekst kłóci się z naszą naturą ??

    http://pantheion.pl/Wladyka-Tradycja-slowianska-krotki-przewodnik
  • @Nathanel 19:41:22
    Nat, rozliczaj więc Ruskich i Angoli. Natomiast wywiad AK - Dwójka krajowa /płk. płk. Muzyczka i Bokszczanin/ wiedział doskonale, że nie ma warunków na powstanie. To była wyłącznie decyzja polityczna. Straszliwa... Naczelny wódz , gen. sosnkowski był powstaniu przeciwny. Krajowe dowództwo AK nic sobie z tego nie robiło. Panowie oficerowie... Gdzie była chociażby broń dla powstańców??? To też wina Ruskich i Angoli? Dla mnie ci faceci od wywołania powstania to antynarodowi zbrodniarze, po prostu. I tylko dlatego stale się spieramy, bo była tu komuna i gloryfikowało się wszystko, co było przed nią - niejako z automatu. Najwyższy już czas, by mówić o faktach, a nie sloganami. Bez rozliczenia swoich - zawsze będziemy błądzić, jak te barany. W kierunku rzeźni.
  • @Stara Baba 19:44:58
    No więc systematycznie, prowokując i podpuszczając, a także stwarzając odpowiednie warunki lub par force /Katyń, AB, akcja polska w Sowietach/ wybijano polską elitę. "Z Sowietami nie walczyć" - rozkaz Śmigłego-Rydza we wrześniu 1939, Powstanie Warszawskie i ROZKAZ O UJAWNIANIU SIĘ - dokończyły dzieła na lata, wymordowano bowiem dzieci oficerów z Katynia. Emigracja lat 80-tych. No i dzisiaj mamy tych knajaków na smyczach, co to "ch., d. i kamieni kupa".
    To w dużym skrócie.

    Można jeszcze dorzucić np. brak ochrony wojskowej przez AK ludności polskiej na Wołyniu. Albo koncepcje Wachlarza i Burzy.

    "Prawdziwa polska patriotyczna szlachta została podczas zaborów zniszczona a kto te czasy bez utraty majątku przetrwał albo był kolaborantem, albo usłużnym dla tamtego czasu zaborczej władzy. Na pewno nie był patriota."

    - no, to już mocna bzdura. Naprawdę. A to major Dobrzański by się zdziwił... I tysiące Mu podobnych. Polskich ziemian.
  • @Stara Baba
    Polecam wykłady o Narodowych Siłach Zbrojnych /koncepcja działania, udział w PW etc./ Leszka Żebrowskiego. Są na You Tube.
  • @ Stara Baba
    Np.: http://www.youtube.com/watch?v=QLXa_PEMkuU
  • -------KIJOWSCY MORDERCY !! rozstrzeliwują CAŁE RODZINY
    --- w Słowiańsku / piszą na forach / LUDOBÓJSTWO Słowian na Ukrainie TRWA
  • @KOSSOBOR 23:14:24
    "- no, to już mocna bzdura."
    Możliwe że troszkę za mocno napisałem lecz dużo się nie mylę. :-(
    Zauważyłem jednak ze co do głównego nurtu sprawy praktycznie nasze poglądy się nie różnią, to dobrze. :-)
  • ----------a koniec jest TAKI
    --------W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy. Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy. Dzisiejsze społeczeństwo w Polsce to żydowska głowa nałożona na polski tułów. Żydzi stanowią inteligencję, a Polacy masy pracujące.
  • @AlexSailor 21:04:32
    AlexSailor użył zwrotu "powstanie z podjudzenia". Bardzo mi ten zwrot się podoba w odniesieniu do Powstania Warszawskiego i nie tylko . Bowiem historia lubi się powtarzać. Popatrzcie co kombinują współcześni „narodowcy’, przy tym nie mówię o szeregowych członkach tego ruchu, zdezorientowanych, ogłupionych i napuszonych prymitywnymi hasłami. A przecież wiemy kim są ci "narodowcy" kto nimi kieruje oraz kto za nimi stoi. Oni robią „toczka w toczkę” to samo. Tyle razy w historii Polski i świata im się to udawało przerabiać na głupich Goim, więc dlaczego, by nie spróbować ponownie. Trzeba mieć rękę na pulsie.
    Istnieje duże prawdopodobieństwo i zagrożenie z tej strony współcześnie. Od wielu lat tworzony jest klimat sprzyjający takiej akcji, w której wykorzystani mają być nasi polscy kibice, nie do końca rozumiejący co się wokół nich dzieje.

    Nadmieniam, iż kibice i patriotyzm zajmują w planach syjonistycznych manipulacji ludźmi szczególne miejsce. Oni żerują na patriotyzmie młodych ludzi, ażeby ten patriotyzm ukierunkować po swojemu i go zamienić oraz zdyskontować do podburzenia naszej młodzieży we własnych celach tj. do walki pomiędzy sobą /walki klubów/, do podjudzenia rozruchów społecznych itp. , do rozrób o międzynarodowej skali jak to było przed meczem Polska -Rosja. W tym celu kluby sportowe maja swoich syjonistycznych sponsorów, którzy z bliska tym sterują. Nie zawsze to im się udaje. Na przykład nie powiodło się to im w Jugosławii wobec kibiców Cerwenej Zwiezdy, których zamierzali popchnąć przeciwko Milosewicowi. Przywódca kibiców o pseudonimie Arkona zginął z rąk agentów CIA.

    https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/t1.0-9/10533437_709152019166891_4727829176448852742_n.jpg
    Pokażmy wspólnie światu na co stać prawdziwych kibiców!

    Miejmy to na uwadze . Rozmawiajmy z młodymi ludźmi na ten temat, w tym z kibicami. Nie pozwólmy im ich wykorzystać przeciwko Polsce i Polakom. Zbliża się wielkimi krokami 70 -rocznica Powstania Warszawskiego. To dla nich sprzyjający moment do działania. Nie dopuśćmy do tego, by tak się stało jak oni chcą.

    W walce zbrojnej, ale również niezbrojnej trzeba iść do przodu, lecz są momenty, iż trzeba się wycofać. Przy tym nie każdy jest przywódcą powstańców ze Sławieńska Igorem Striełkowem. On to zrobił po mistrzowsku. Uczmy się się od mądrzejszych od nas. Nie słuchajmy głupiej propagandy i podjudzania.
  • @detektywmjarzynski 10:00:05
    Och, Grzegorz Braun mówi o tym w każdym niemal wystąpieniu.
    Jaki jest cel nasz obecnie - NIE DAJMY SIĘ POZABIJAĆ I OBRABOWAĆ.
  • @LordConqueror 16:33:09
    // Piszesz według politgramoty, jakbyś należał do kominternu.//

    Ty albo jesteś zwykły buc albo celowo chcesz mnie zdenerwować.
    Pokaż mi w którym miejscu to stwierdzenie jest fałszywe.
    Argumenty Ptysiu, argumenty! :))
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 20:59:33
    Nie licz na argumenty - tu obowiązuje pałowanie ogranymi kwestiami.
    Po prostu - fajnie i cudownie dla POLSKOŚCI, że powstanie wybuchło /samo???!/, mamy czym się upajać. A te nieprawdopodobne straty ludzkie i materialne? No cóż, ale jakże piękne bohaterstwo młodzieży, jaka legenda!
    Potem rozkaz o ujawnianiu się, UB i pozamiatane aż do Bolka, przeskakującego płot. A nie, aż do gnojków od "ch., d. i kamieni kupy". Nic to, ale jakże pięknie ginęły elity! Jest co wspominać ze szczerą łzą w oku...
  • @LordConqueror 23:02:24
    Ty masz jednak jakieś obsesje.

    A czy ja wykluczyłem Sowietów? Napisałem o "syjonistyczno-masońskich elytach". A bolszewicy to niby należeli do innej rasy? I powiedz jeszcze, że to Rosjanie zorganizowali i przeprowadzili przewrót bolszewicki w Rosji, zabili swojego cara i zagłodzili parę milionów chłopów ukraińskich.

    Czytaj ze zrozumieniem...
  • @KOSSOBOR 22:15:25
    No... I można stroszyć piórka. Tylko za jaką cenę?
  • @LordConqueror 22:57:58
    // Nie masz jakiegokolwiek pojęcia jaką dżwigali odpowiedzialność i o czym musieli decydować w obliczu zagłady Polski.//

    No to nie udźwignęli tej odpowiedzialności. Dobry dowódca nie wysyła swoich żołnierzy na pewną śmierć. I nie pieprz mi tu o jakimś "sekciarstwie" czy "ideologii".
    Tyle.
  • @LordConqueror 23:21:14
    //Ja bym był przeciwny powstaniu, ale jakby wybuchło, to bym walczył.//

    A co ja napisałem?
    Potępiłem Żołnierzy Powstania?
  • @LordConqueror 23:30:35
    A skąd Kieżun ma takie wiadomości?
    Wszyscy "i tak by zginęli"... No popatrz...
    Mogli chociaż rozproszyć sie po lasach. Poczekać aż front przejdzie i dalej walczyć w podziemiu. Wiele możliwości.
    No ale skoro tak powiedział Kieżun...

    Pomoc od sowietów? Nikt nie pomaga za darmo. Zaczynasz coś bredzić lordzie.
  • Janiacki niestety nie masz racji, ulegasz modnej tak dziś nagonce.
    To tak jakbyś rozpatrywał dlaczego baba nie ma wąsów, czy przyrodzenia. Sowieci nie zgodzili się na pomoc Warszawie, na międzylądowania na lotniskach pod Lublinem USAF, z zaopatrzeniem, jak i planowanego w pierwszych dniach przerzutu całej brygady Sosabowskiego uzbrojonej po zęby. Ona nie miała być zrzucana jak potem pod Arnhem pod obstrzałem, lecz iść na pomoc Warszawie od wschodu. Także Churchil forsował uderzenie przez Bałkany, a nie z Włoch oraz Patton planował uderzenie od strony Słowacji w kierunku Polski, (udało się Jego pancerniakom dojść do przedmieść Jeleniej Góry, został powstrzymany, gdyby nie to to on ze swą armią zajął by Berlin nie Rosjanie, lecz o tym jakoś cicho u "chistoryków" jak i o tym, że prawie Pragę wyzwolił) lecz sowieci wiedząc, że Polski wtedy nie ujarzmią powiedzieli niet. Więc proszę cię nie powielaj bzdur pisanych przez dzisiejszych domorosłych strategów, analityków lub pseudohistoryków, ponieważ nie wiemy do dziś jakie były naprawdę plany aliantów.
  • Jeszcze jedna sprawa panie Janacki, pseudoanalityku
    "Zwycięska" armia sowiecka swoje zbrodnie na Warszawiakach i nie tylko dopisała Niemcom, tylko z Katyniem, etc.. im nie wyszło z wiadomych względów. W myśl, że historię a raczej chistorię piszą zwycięzcy, lecz o tym u "chistoryków" i wszelkiej maści dyletantów panuje dziwna cisza.
  • Sowieckie bomby na stolicę
    Radzieckie samoloty podczas ostatniej wojny wielokrotnie bombardowały stolicę. Celność była kiepska – zamiast linii kolejowych w gruzy szły domy mieszkalne. Zginęło około tysiąca osób. Niemcy bagatelizowali te zdarzenia, a peerelowskie władze w ogóle o nich nie wspominały. Dziś to jeden z najbardziej zapomnianych epizodów w dziejach Warszawy. http://grafik.rp.pl/grafika_zw/338729,121383,16.jpg edyne znane zdjęcie dokumentujące sowiecki nalot na Warszawę – rozbity bombą róg cmentarza u zbiegu ulic Powązkowskiej i Okopowej. Fotografia z – M. Kielarski „Powązki: miasto umarłych (ilustrowany przewodnik po cmentarzu)”, 1971 r.
    Źródło: starepowazki.prv.pl Niemcy napadły na Sowietów 22 czerwca 1941 roku, a już po dwóch dniach nad naszym miastem pojawiły się rosyjskie samoloty i zrzuciły kilkadziesiąt bomb. Podobno słaba obrona przeciwlotnicza nawet nie dała ognia; zniszczenia były dość spore – uszkodzone zostały zabudowania lotniskowe na Okęciu, a w centrum – budynek przy Krakowskim Przedmieściu i Teatr Wielki, spalony wcześniej podczas kampanii wrześniowej. Konspiracyjne źródła wyliczyły, iż życie straciło ponad 30 osób.

    Następnego dnia Niemcy milczeli. Dopiero w środę na łamach „Nowego Kuriera Warszawskiego”, polskojęzycznej niemieckiej gadzinówki, ukazała się niewielka informacja pod tytułem „Nalot poniedziałkowy”. Czytamy w niej: „Podczas pierwszego nalotu bombowców sowieckich na Warszawę zabito i raniono kilkadziesiąt osób. Wyrządzone szkody materialne są niewielkie”. To lekceważenie będzie towarzyszyć hitlerowskiej propagandzie do końca okupacji.

    Gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer po kilku dniach wydał zarządzenie zabraniające fotografowania obiektów, na których „widoczne są uszkodzenia po atakach lotniczych”.
    Koniec żartów

    Niemcy parli na wschód, ale Sowietom nie przeszkadzało to w lataniu nad Warszawą. 13 listopada ogłoszono alarm, ale mało kto dostrzegł maszyny znajdujące się na bardzo wysokim pułapie. Bomby spadły w rejon dzisiejszego węzła przy pl. Zawiszy, niszcząc bocznice kolejowe przy Towarowej i budynki mieszkalne na Srebrnej i Miedzianej. Szacowano wówczas, że zginęło ponad 50 osób. Niemcy zrozumieli, że żarty się skończyły. Do miasta ściągnięto baterie przeciwlotnicze, a pod koniec listopada przeprowadzono pierwszy próbny alarm.

    Przez prawie rok nowych nalotów nie było, ale nad Generalną Gubernią pojawiały się sowieckie maszyny rozpoznawcze. A w Warszawie co jakiś czas wyły syreny.

    Mieszkający przy Dworcu Gdańskim Bogusław Sokołowski opowiadał przed laty, że w nocy, nim usłyszał syreny, już wiedział, że nadlatują obce maszyny, bo Niemcy pospiesznie wygaszali wszystkie światła na torach.

    Przed świtem 21 sierpnia 1942 roku bomby spadły na dworce i na centrum miasta. Podobno uszkodzonych w różnym stopniu było ponad 120 domów. Życie straciło ćwierć tysiąca Polaków i Niemców, a rannych zostało ponad tysiąc ludzi. Gadzinówka podała tylko, że „zrzucone zostały 42 bomby burzące”.

    Minęło dziewięć dni i Sowieci powtórzyli nalot. Tym razem miało zginąć około 400 osób, ale nie są to dane potwierdzone. Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” podaje liczbę 300 bomb burzących. Zniszczono infrastrukturę kolejową oraz wiele niemieckich magazynów, w tym duże garaże wojskowe na tyłach Sejmu. W gruzy znów poszło kilkadziesiąt domów na Woli, Powiślu i Pradze. Spaliło się także tysiąc straganów największego stołecznego targowiska przy placu Kercelego. Straty liczono tam na około 250 milionów ówczesnych złotych o czarnorynkowej wartości pół miliona dolarów.

    Niemcy milczeli. 2 września mieszkańcy dowiedzieli się z „Nowego Kuriera Warszawskiego”, że… „koń kopnął przechodnia”. Natomiast warszawskim tematem dzień później była bójka w restauracji. Dopiero 4 września gazeta zamieściła komentarz czytelnika: „Czerwoni piraci z przestworzy. Walili bomby, gdzie się dało, kościół, szpitale, baraki (...) czerwoni nie wybierają. Rzucają śmiertelne pociski z logiką przypadku”. I jak rzadko – gadzinówka miała rację.

    Rosjanie bombardowali niemal na ślepo. Nie oszczędzili nawet cmentarza Powązkowskiego, gdzie zdemolowano bramę św. Honoraty oraz dwie kwatery po lewej stronie kościoła Karola Boromeusza. Były to przypadkowe trafienia, bo tory kolejowe znajdują się o kilometr stamtąd.

    Straty rosną

    Kolejny wielki nalot miał miejsce nocą z 12 na 13 maja 1943 roku. Warszawiacy zastanawiali się, jakie to wojskowe obiekty są przy Marszałkowskiej, na pl. Zbawiciela czy też w hali na Koszykach, którą spalono. Ulica Grójecka przypominała stolicę z września 1939 roku. Zginęło ponad 150 osób.

    Niemiecki szmatławiec donosił o trzech falach nalotu. „Przy czym trzecia została zmuszona przez obronę do zawrócenia (...) jest wielka liczba zabitych (...) w dzielnicach mieszkalnych powstały ciężkie spustoszenia”. Warszawiacy zaczęli się bać. Szła plotka o spodziewanym nocnym nalocie i „tłumy ludzi wyjeżdżają na noc z miasta” – jak wspomniał jeden z kronikarzy okupacji Ludwik Landau.

    Nadszedł rok 1944. W stolicy było już sporo dział przeciwlotniczych i Niemcy prowadzili ćwiczenia ostrą amunicją. Spadały odłamki rozerwanych pocisków, więc wcześniej ogłaszano strefy zamknięte (m.in. 27 lutego). Nakazywano też wyciąganie szyb wewnętrznych z okien i magazynowanie ich, na wypadek zniszczenia zewnętrznych.

    Od połowy 1944 roku nad stolicą zaczęły pojawiać się sowieckie maszyny taktyczne. Nocą oświetlały miasto flarami, a w dzień ostrzeliwały konwoje na drogach. Leciały bomby i rakiety, ginęli Niemcy, ale dostawało się i Polakom. 27 lipca sowieckie maszyny zniszczyły sieć tramwajową na Pradze, m.in. w alei Waszyngtona. Następnie przeżyliśmy atak na tę samą Pragę i Dworzec Zachodni. A potem nikt już o tych nalotach nie pamiętał, bo wybuchło powstanie.
  • Sokoły Stalina nad Warszawą
    http://historia.focus.pl/upload/galleries/1/foto-east-news-1711_l.jpg Za bomby zrzucone na polską stolicę podczas II wojny światowej w tym samym stopniu, co Niemcy, odpowiadają Rosjanie

    Siekiera, motyka, bimber, szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka… Słowa piosenki autorstwa Anny Jachniny stały się symbolem okupacji Warszawy. Mało kto wie, że nie opisują one bombardowań dokonywanych przez Niemców, lecz nocne naloty lotników sowieckich – „sokołów Stalina”.

    BOMBĄ I ULOTKĄ

    Już 22 czerwca 1941 roku nad polskimi miastami pojawiły się samoloty z czerwoną gwiazdą. Pierwszy krwawy nalot na Warszawę odbył się kolejnego wieczoru o godzinie 19.17. Parę bombowców starało się trafić w mosty na Wiśle. Minimalnie spudłowali: bomby trafiły w nurt Wisły, gmach Teatru Wielkiego oraz w tramwaj pełen ludzi, wracających z pracy. Zginęło 34 Polaków – a tragedia tramwaju wjeżdżającego na most Kierbedzia jest po dziś dzień największą katastrofą w dziejach komunikacji miejskiej w Polsce. Atmosferę w Warszawie poprawiły – zauważone przez prasę konspiracyjną – kłamstwa propagandowe: Sowieci ogłosili zniszczenie w Warszawie wielkich składów materiałów pędnych, zaś Niemcy pochwalili się zestrzeleniem 48 samolotów.

    Sowieckie samoloty – choć regularnie krążące nad Mazowszem – ponownie pojawiły się nad Warszawą dopiero jesienią. Celem była średnicowa linia kolejowa, lecz i tym razem bombardierzy spudłowali. 8 bomb spadło co prawda blisko celu, ale 3 z nich trafiły w kamienice, burząc je niemal całkowicie – zginęło 54 warszawiaków, a 100 było rannych. Eksplozje wybiły okna w promieniu paru kilometrów (co w kolejnych dniach wywołało podwyżki cen usług szklarskich).
    Długie zimowe noce przynosiły więcej okazji do nocnych nalotów. Na przełomie lat 1941 i 1942 sowieckie samoloty zrzucały nie tylko – z reguły niecelnie – bomby. Ładunkiem, który spadł na polskie miasta, były także ulotki z przemówieniami Stalina – równie nietrafionymi, jak i bomby.

    DWÓCH KOLEGÓW Z KLASY ZABIŁA BOMBA...

    Późnym latem 1942 r. Sowieci zmienili taktykę. Wynikało to z sytuacji politycznej i pogorszenia się stosunków polsko-sowieckich. W tym czasie Stalin zaostrzył kurs wobec Polaków przebywających w Rosji, w odpowiedzi na co armia gen. Andersa ewakuowała się do Iraku. Podstawowym celem dla sowieckich bomb zrzucanych na Warszawę stali się cywile. Nocą z 20 na 21 sierpnia 1942 roku „sokoły Stalina” – jak określano w sowieckiej propagandzie lotników spod znaku czerwonej gwiazdy – przeprowadziły pierwsze bombardowanie dywanowe Warszawy. Atakowano przede wszystkim dzielnice mieszkaniowe – Żoliborz, Wolę, Mokotów, Grochów… W okolicach obiektów przemysłowych, infrastruktury kolejowej, instalacji wojskowych czy „dzielnicy niemieckiej” spadły nieliczne bomby. Powietrzny atak trwał kilka godzin. Zrzucano zarówno bomby burzące, jak i zapalające, a cele oświetlano flarami. Wywarły na mieszkańcach duże wrażenie. 7-letni wówczas chłopiec Janusz Wałkuski w książce „Moja wojna 1939–1945” wspominał: „Staliśmy w oknie wpatrzeni w scenerię nocnego nalotu. Na spadochronach opadały świetlne race. Było prawie tak widno jak w dzień. Słyszeliśmy warkot samolotów, eksplozje bomb [...]. Bardzo ucierpiała Wola [...]. Zginęło dużo ludzi. Tak zaczynał się rok szkolny [w 1942 roku uczniowie poszli do szkoły 21 sierpnia]. Dwóch kolegów z sąsiedniej klasy zabiła bomba na Krochmalnej...”.

    „Liczba zabitych narodowości polskiej wynosiła ok. 200, rannych ok. 800. Liczbę zabitych Niemców oblicza się na 60! [...] – szacował krwawe żniwo wydawany w konspiracji „Biuletyn Informacyjny”. – Około 130 budynków mieszkalnych zostało trafionych bombami burzącymi. Bomby zapalające wznieciły 40 pożarów [...] Przytłaczająca większość bomb upadła na domy mieszkalne, prymitywizując warunki bytowania wielu setek rodzin polskich...”. Liczba pożarów przewyższyła podobno liczbę pożarów z krwawego 25 września 1939 r. [tego dnia ok. 400 samolotów Luftwaffe dokonało pierwszego dywanowego nalotu w historii – przyp. red.]. Skutki nalotu odczuli także mieszkańcy nielicznych niezaatakowanych dzielnic: sowieckie bombowce celnie uderzyły w zajezdnię tramwajową na Woli i skutecznie poraziły ten istotny cel o znaczeniu strategicznym. Kolejny nalot nastąpił nocą z 1 na 2 września 1942 r. Bombowce nadlatywały w kilku falach, atakując 300 bombami takie „cele wojskowe” jak okolice szpitala Przemienienia Pańskiego i szpitala Dzieciątka Jezus oraz… getto. „W nocy naloty – wspominała jedna z mieszkanek getta – otucha wstępuje w nasze serca, gorzka radość, nie jesteśmy samotni. Każdy żyje dziwną pewnością, że getta bombardować nie będą. Przecież to przyjaciele, tylko niemiecką dzielnicę będą bombardować lub obiekty wojskowe. Niestety bomby spadają w pobliżu. Wszystko jedno, niech zniszczą, wszystko lepsze niż takie życie, niech wreszcie nastąpi koniec. A jednak chciałoby się przeżyć. Bomba odłamkowa wpadła do sąsiedniego domu. Są zabici i ranni. Biegniemy na pomoc. Nie ma noszy, nie ma bandaży, lekarzy. Każdy jak skamieniały patrzy na ciała. Detonacje następują szybko po sobie. Gdyby tak cały Umschlag rozsadzić... Ale w wagonach są przecież ludzie. Lepsza już bomba, szybszy koniec. Po co te ofiary? Jakiż okrutny nasz los”.

    „Biuletyn Informacyjny” ocenił straty na 100 zniszczonych, spalonych lub poważnie uszkodzonych budynków, bomby zabiły przynajmniej 200 warszawiaków (strat z terenu getta nie znano). Miasto – jako zbiorowość – ucierpiało także, gdyż po raz kolejny zbombardowano Tramwaje Warszawskie. Zniszczeniu uległy warsztaty naprawcze, specjalistyczny sprzęt umożliwiający remonty i naprawy taboru tramwajowego. W efekcie trzeba było wycofywać z ruchu coraz więcej tramwajów. Było to chyba jedyne skuteczne sowieckie uderzenie na komunikację szynową na terenach okupowanych przez III Rzeszę…Równie skuteczny okazał się atak na zaopatrzenie w żywność. Bomby zdemolowały i spaliły halę targową „Koszyki”, a przede wszystkim Kercelak – najważniejsze targowisko miasta na pograniczu Woli i Śródmieścia. Spłonęło ponad 1000 straganów i kramów. Wartość towarów spalonych na Kercelaku obliczano na 200–300 mln złotych. Spowodowało to ogromne kłopoty w zaopatrzeniu miasta w żywność i kolejny gwałtowny skok cen w górę.

    Ponowne bombardowanie w tak krótkim czasie wywołało w Warszawie panikę, która ogarnęła zarówno okupantów, jak i warszawiaków. Ci, którzy mogli, próbowali opuścić miasto. Bardzo wiele polskich rodzin wyjechało – przede wszystkim do podwarszawskich miejscowości letniskowych. Widok opuszczających stolicę rodzin niemieckich okupantów sprawiał satysfakcję. W Warszawie zapanowała atmosfera strachu: nad miastem latały sowieckie samoloty rozpoznawcze, a Niemcy palili zabudowania w getcie. 13 września nastąpiła puenta dywanowych nalotów na stolicę Polski: nad miasto
    przyleciał samotny sowiecki bombowiec i zrzucił jedną jedyną serię bomb. Wszystkie trafiły w wąską nitkę mostu kolejowego. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że „sokoły Stalina” są w stanie trafić bombami tam, gdzie chce ich
    wódz.

    PIONKI W GRZE

    Aktywność sowieckich samolotów nad Polską rozpoczęła się ponownie wiosną 1943 roku. Wbrew nadziejom Stalina ofensywy przeprowadzone jesienią poprzedniego roku nie doprowadziły do zniszczenia armii niemieckiej. Zwycięstwo pod Stalingradem uzyskano kosztem bardzo wysokich strat. Zostało zresztą odniesione – o czym się dziś zapomina – na drugorzędnym kierunku operacyjnym. Najważniejsze uderzenie Armii Czerwonej w 1942 roku – operacja „Mars” przeprowadzona na dalekich przedpolach Moskwy – zostało krwawo odparte przez Niemców. Potencjał sowiecki wydawał się wyczerpany i Stalin poszukiwał możliwości porozumienia się z III Rzeszą. Negocjacje odbywały się w neutralnej Szwecji.

    Równie skomplikowana była sytuacja III Rzeszy. Pod Stalingradem zostały zniszczone przede wszystkim armie jej sojuszników – Rumunii, Węgier i Włoch. Państwa te rozpoczęły rozmowy pokojowe z aliantami zachodnimi. Niemcy obawiali się, że gdy dojdzie do alianckiego desantu w Europie, ich sojusznicy poddadzą się. Atak aliantów na Zachodzie musiał zostać odparty za wszelką cenę i aby tego dokonać, zamierzano zakończyć wojnę na Wschodzie i skierować całą niemiecką armię przeciwko Brytyjczykom i Amerykanom. Na początku kwietnia 1943 roku na spotkaniu Hitlera z Mussolinim przygotowano założenia separatystycznego pokoju z Sowietami.W tej sytuacji obie strony musiały uzyskać jak najlepsze pozycje do negocjacji. Dlatego też lotnictwo sowieckie zapuszczało się głęboko nad tereny kontrolowane przez III Rzeszę. Z kolei Niemcy przeszli do ofensywy propagandowej. 13 kwietnia 1943 r. Radio Berlin poinformowało cały świat o sowieckiej zbrodni w Katyniu. Pięć dni później rozpoczęło się powstanie w getcie warszawskim...

    W takich okolicznościach politycznych na Warszawę spadły kolejne bomby. Sowieckie samoloty zaatakowały miasto nocą z 12 na 13 maja 1943 roku. Nalot trwał dwie godziny, a na miasto spadło 100 ton bomb, w tym półtonowe „niszczyciele kamienic”. Zginęło 300 Polaków, 1000 zostało rannych. Bomby zburzyły kilkadziesiąt kamienic, wiele domów zostało uszkodzonych, a tysiąc rodzin straciło dach nad głową. Najbardziej ucierpiały dzielnice robotnicze: Wola i Praga. Zdewastowano infrastrukturę miejską, na ulice nie mogły wyjechać tramwaje, bomby uszkodziły też Filtry Wodociągów Warszawskich oraz hale targowe na Koszykach i placu Kazimierza Wielkiego, dezorganizując zaopatrzenie ludności w żywność.

    Prawdziwie symboliczny wymiar nadały sowieckiej akcji bomby zrzucone na ruiny getta, w którym dogasał właśnie opór ostatnich żydowskich powstańców. Straty niemieckie okazały się natomiast znikome, być może nie było nawet zabitych. W kolejnych dniach na ulicach Warszawy zastanawiano się, czy sowieccy lotnicy są tak nieudolni, czy też wprost przeciwnie – skutecznie wykonali postawione im zadanie sterroryzowania Polaków. Wątpliwości nie mieli chyba redaktorzy „Biuletynu Informacyjnego”, który ukazał się z nagłówkiem: „Nieudolność czy zbrodnia?”. Częścią odpowiedzi są ulotki zrzucane wraz z bombami. Straszono w nich Polaków potęgą Armii Czerwonej, która zwyciężyła pod Stalingradem, wzięła 330 000 jeńców i odrzuciła Niemców 600 kilometrów na zachód.

    Po tym najkrwawszym sowieckim nalocie na Warszawę kolejne kilkanaście miesięcy było spokojniejsze – Niemcy i Sowieci zaprzestali obrzucania się bombami i walczyli przede wszystkim na lądzie. Dopiero w ostatnim tygodniu lipca 1944 roku oddziały Armii Czerwonej dotarły kilkanaście kilometrów od granic Warszawy, a nad miastem znów pojawiły się sowieckie bombowce i szturmowce. Gdy jednak 1 sierpnia 1944 roku wybuchło powstanie, to przez pierwszych sześć tygodni jego trwania sowieckie samoloty nie latały nad Warszawą, pozwalając Niemcom niszczyć miasto z powietrza oraz dopuszczając do krwawych strat wśród brytyjskich, amerykańskich i polskich samolotów niosących pomoc polskiej stolicy.

    Pomiędzy 22 czerwca 1941 r. a 1 sierpnia 1944 roku ogłoszono w Warszawie niemal 100 alarmów przeciwlotniczych. Sowieci bombardowali Warszawę kilkanaście razy, przeprowadzono 3 naloty dywanowe. Zabitych zostało blisko 1000 mieszkańców miasta (nieznana jest liczba warszawiaków poległych od sowieckich bomb na terenie getta). Rannych zostało kilka tysięcy osób, jeszcze więcej straciło dach nad głową.

    Straty materialne były również znaczne. Doszczętnie zburzono co najmniej 300 budynków, kilkaset innych zostało poważnie uszkodzonych. Ucierpiało więc około 3 proc. przedpowstaniowej zabudowy Warszawy. Z niewiadomych powodów sowieckie bombowce zawzięły się na Tramwaje Warszawskie, bombardując je podczas prawie każdego nalotu, znacznie pogarszając warunki komunikacji miejskiej. Naloty sowieckie (pokrywające się z prestiżowymi porażkami Stalina) – oraz straty zadane Warszawie i jej mieszkańcom – są porównywalne z nalotami niemieckimi z września 1939 roku. Wówczas zginęło kilka tysięcy warszawiaków, a zniszczeniu i uszkodzeniu uległo blisko 10 proc. zabudowy miasta. Wspomnienia tych nalotów były – i wciąż są – pielęgnowane. Mimo to naloty sowieckie na Warszawę są jednym z najbardziej zapomnianych epizodów II wojny światowej. Co ciekawe, swój wkład w zabijanie Polaków włożyli i... Amerykanie. W maju 1943 r. Warszawę bombardowały przekazane w ramach Lend-Lease przez USA bombowce B-25 z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach.
  • Relacja Bogdana Lewandowskiego
    W przeddzień wigilii Bożego Narodzenia, późnym wieczorem, Rosjanie zbombardowali Grodzisk. Kilkanaście minut samoloty rzucały bomby w przypadkowych miejscach. Zburzono kilka domów, wzniecono pożary. W niezwykle przepełnionym miasteczku, zabito i zraniono mnóstwo ludzi.
    Na początku stycznia 1945 r. samoloty rosyjskie ponownie zaatakowały Grodzisk, tym razem w dzień. Rosjanie strzelali i bombardowali, wypełnione tysiącami warszawiaków, centrum miasta. Ludzie padali pokotem. Na rynku, rozszarpane ciała ludzkie pomieszane były ze szczątkami straganów. Przez wiele godzin umierali na ulicach ranni, pozbawieni pomocy. Następnego dnia, ponad pięćdziesiąt nierozpoznanych zwłok ułożono na chodniku obok cmentarza, a tłum przechodził, aby znaleźć swoich bliskich lub znajomych.
    Późnym wieczorem 15 stycznia 1945 r. kazano nagle, uciekać z budynków przyległych do torów, gdyż żołnierzy niemieccy szykowali się do zburzenia pobliskiego mostu kolejowego. W pół ubrani, w pośpiechu wybiegliśmy z domu. Wybuch, który nastąpił, był tak silny, że drzwi wejściowe do naszej izdebki, zostały wyrwane, a meble wypadły przez balkon na jezdnię. W jednej chwili mieszkanie przestało istnieć. Była obawa, że zawali się cały budynek. Straciliśmy nawet te drobiazgi, które zabraliśmy z domu po powstaniu.
    W zimową noc, ruszyliśmy poza miasto, aby gdzieś, choćby w stodole, zanocować. Na odległym przedmieściu, idący ulicą mężczyzna, zabrał do swego domu, spotkaną w ciemności, obcą kobietę z dwojgiem dzieci. Ten przypadkowy akt miłosierdzia, przesądził o naszym dalszym życiu.
    Nie byliśmy jedynymi gośćmi. W domu rezydowało jeszcze kilkoro uchodźców z Warszawy. Krewni gospodarza, i znajomi.
    Rano następnego dnia tj. 16 stycznia 1945 r. obudziły nas wystrzały artyleryjskie i łoskot jadących czołgów. Po przeciwnej stronie ulicy wybuchł gwałtowny pożar w drewnianych zabudowaniach sąsiadów. Gdy strzelanina ustała pojawili się żołnierze. Byli to Rosjanie, którzy wznowili działania wojenne, okrążając wyludnioną Warszawę. W Grodzisku nie napotkali silnej obrony. Zostaliśmy wyzwoleni spod okupacji niemieckiej.
    Rosjanie zjechali furmankami, konno i nielicznymi ciężarówkami. Kilkunastu żołnierzy nocowało w szopie, a dwóch oficerów w domu. Rozmawiał z nimi właściciel, który biegle mówił po rosyjsku. Dłuższego kontaktu z Rosjanami nie było, szybko odjechali dalej. Pozostały tylko po nich niemiłe ślady, bo ich głodne, półdzikie konie, okropnie poobgryzały korę z drzew.
    Po kilku dniach, wraz z innymi ludźmi próbowaliśmy dostać się do Warszawy. Pociągi były nieczynne. Kolejka EKD też była unieruchomiona. Piechotą dotarliśmy zaledwie za Milanówek, gdy nagle rozpętała się gwałtowna strzelanina. Leżeliśmy w śniegu, ukryci w rowie przydrożnym. Okazało się, że to żołnierze sowieccy walczyli między sobą o łupy znalezione przy Niemcach. Wokół widać było liczne ślady działań wojennych. Leżały trupy żołnierzy niemieckich, rozbity i porzucony sprzęt, nawet całe armaty z amunicją. Trzeba było zawrócić.
    Ponownie ruszyliśmy do Warszawy w marcu, bez Basi, piechotą wzdłuż torów kolejowych. Gdy dotarliśmy do Włoch, nie mogłem już iść i Matka musiała pozostawić mnie u obcych ludzi. Dalej poszła sama.
    Po powrocie opowiadała, że dotarła do naszego domu na Piusa. Dom był spalony i częściowo zburzony. Wejście do piwnic było dostępne, ale mury były jeszcze tak nagrzane, że nie można tam było długo przebywać, a trzymana w ręku świeca wyginała się od gorąca. Zamurowana skrytka, była rozkuta i ograbiona. W naszej komórce piwnicznej, w zgliszczach, leżały nadpalone albumy ze zdjęciami i drobne bezwartościowe przedmioty.
    Później, kilka razy oglądałem ruiny spalonego po powstaniu, naszego domu.
    W maju 1945 r. ogłoszono zakończenie wojny. Z przejęciem czekaliśmy na symboliczny, zapowiedziany sygnał syren fabrycznych.
    Osoby mieszkające wraz z nami, stopniowo opuszczały dom. Właściciel, owdowiały starszy pan, pozwolił nam mieszkać w wolnym pokoju. Oczekiwał na powrót z wojny, dwóch dorosłych synów. Starszy, marynarz, przebywał w Anglii, a młodszy wywieziony na roboty do Niemiec, wyemigrował do Kanady.
    Miejsce naszego nowego zamieszkania, wydawało się sielankowe, ale i tutaj wojna pozostawiła ślad. Na sąsiedniej działce okupanci dokonali egzekucji kilkunastu Polaków, których pochowali w dwóch płytkich mogiłach. Aby przykryć odsłaniające się z pod piasku zwłoki, okoliczni mieszkańcy usypali małe kopce, na których postawiono drewniane krzyże.
    Po uruchomieniu trakcji EKD, matka uzyskała pracę kasjerki, na nocnej zmianie, na przystanku Kazimierówka. Maleńka budka kasy, stała na pustkowiu, a ludzie pokazywali się tylko wtedy, kiedy nadjeżdżał pociąg. Wynagrodzenie wydawano w naturze, kilka kilogramów węgla na opał, czasem trochę kartofli lub cebuli. Główną zapłatą była zupa, którą codziennie rozwożono w kotłach, w wagonach osobowych elektrycznej kolejki. Powstały o tym plebejskie przyśpiewki, które słyszałem po latach: " ... ekadowcom zupę lała."
    Wkrótce unormowano pracę kasjerek, a po kilku miesiącach, przeniesiono matkę do biura EKD w Leśnej Podkowie, gdzie wydawano mundury służbowe i buty oraz płacono niewielkie wynagrodzenie.
    Dalej mieszkaliśmy w Grodzisku. Skończyłem tam szkołę podstawową. Moja siostra zdała maturę, a później podjęła studia na wydziale historii sztuki Uniwersytetu w Lublinie. Osiedliła się na stałe we Wrocławiu.
    Ja lata te wspominam niemile, gdyż pozbawieni wszystkiego, żyliśmy w wielkim niedostatku.
    W 1949 r. rozpocząłem naukę w gimnazjum elektrycznym w Żyrardowie. W tym czasie, ustanowiony przez sowietów reżim, ujawnił swoje prawdziwe oblicze. Już w pierwszej klasie, nasz nauczyciel geografii, zniknął nagle bez śladu, ponieważ kilkakrotnie wspomniał o utraconych polskich terenach na wschodzie. Rychło wszystkie dzieci wiedziały, że należy unikać słów Lwów, Wilno, Wołyń, Piłsudski, Anders. Najgorszy był Katyń. Słowa tego nie można było używać w żadnym kontekście.
    W drugiej klasie, dwaj chłopcy z mojej klasy, nieco starsi ode mnie, przestali przychodzić do szkoły. Rodzice bezskutecznie ich szukali. Dopiero po miesiącu okazało się, że są aresztowani. Po kilku miesiącach, niespodziewanie, spotkałem moich kolegów na stacji kolejowej w Grodzisku, skutych kajdanami, w więziennych ubraniach i w butach z drewnianymi podeszwami. Uzbrojeni milicjanci, z psem, prowadzili ich z grodziskiego więzienia do pociągu w kierunku Warszawy. Po wielu miesiącach chłopcy zostali zwolnieni z więzienia, ale do szkoły nie wrócili.
    W czasie wakacji mieliśmy obowiązkowe, miesięczne praktyki zawodowe. W 1950 r. odbywałem pierwszą praktykę w Zakładzie Energetycznym, na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Pracowaliśmy przy naprawie sieci i instalacji, we wsi Rzeczyca koło Głogowa, zamieszkałej przez przesiedleńców ze wschodu. Ludzie, u których pracowaliśmy, nie mogli nas zgodnie z umową wyżywić. Żywności brakowało w całej Polsce.
    Mieszkaliśmy w szkole, w pobliżu opuszczonego przez Niemców wielkiego dworu, a właściwie pałacu. Obok, w folwarku, pracowało kilkudziesięciu jeńców niemieckich, których nadzorowali żołnierze sowieccy.
    Piękne pomieszczenia pałacu, niedawno użytkowane, były doszczętnie ogołocone. Pozostały tylko wspaniałe piece z majolikowymi kaflami, przedstawiającymi sceny myśliwskie. Artystyczne parkiety i wyrwane drzwi używane były przez żołnierzy na opał.
    W następnym roku byłem na praktyce w fabryce samochodów ciężarowych w Starachowicach. Zbudowana przed wojna wielka fabryka, robiła imponujące wrażenie. Końcowy montaż samochodów STAR-20, odbywał się na taśmie.
    W 1952 r. praktykę odbywaliśmy w warszawskim przedsiębiorstwie elektryfikacji rolnictwa. Razem ze studentami Politechniki, pracowaliśmy przy elektryfikacji podwarszawskich wsi.
    W czasie wakacji 1953 r. rozpocząłem stałą pracę, mimo że jeszcze nie ukończyłem szesnastu lat. Żyliśmy w takiej biedzie, że niewielkie zarobki wydawały się realizacją marzeń, a dalsza nauka niepotrzebna. Niestety, szybko ujawniła się mizeria dochodów, a także praca przebiegała nie bez zakłóceń.
    Pracowałem cały czas w Warszawie, dojeżdżając z Grodziska pociągiem.
    Po kilkunastu latach zdałem maturę i ukończyłem studia na Politechnice Warszawskiej. Do mojego miasta, do Warszawy, udało mi się powrócić dopiero w 1980 r.
    Koszmar okupacji i ciężar lat powojennych, stale, mocno tkwi w mojej świadomości. Mimo tak wielkiego upływu czasu, nigdy nie wyzbyłem się dotkliwej pamięci tamtych wydarzeń.Całość tu: http://www.banwar1944.eu/?ns_id=355
  • @Kula Lis 62 15:27:45
    "Społeczeństwo polskie odczuwało też skutki odwetowych ataków sowieckiego lotnictwa. Właśnie późnym latem i jesienią 1942 r. sowieckie lotnictwo dalekiego zasięgu podjęło nocne bombardowania licznych polskich miast. O ile jednak bombardowanie takich obiektów jak rafineria w Drochobyczu, czy stacja przeładunkowa w Borysławiu było dla wszystkich zrozumiałe... to bombardowanie dzielnic mieszkaniowych Warszawy spotykało się z uzasadnionym oburzeniem ludności.
    W pierwszym sierpniowym bombardowaniu Warszawy bomby spadły np. na willowa dzielnice Żoliborz, w gruzach zburzonych domów znalazło śmierć wielu mieszkańców ul. Kozietulskiego. W następnym wrześniowym nalocie bomby spadły w Śródmieściu, na Woli, Powiślu i na Pradze. Bardzo ucierpiały domy przy ul. Smolnej i w jej okolicach. Niewykluczone, że atakowano most Poniatowskiego. Na Woli spaliły się zakłady zbożowe Michlera, nie opodal Młynarskiej zginęło wówczas 60 Niemców a około 300 było rannych. Bomby trafiły w ok. 50 budynków mieszkalnych."

    To tekst z książki Tadeusza Koneckiego "Stalingrad" s. 145. Według przypisów materiałem źródłowym były następujące pozycje:
    Krzysztof Dunin-Wąsowicz "Warszawa w latach 1939-1945", s. 121;
    A. Szempliński "Skradziona młodość", s. 229-234.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728