Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
722 posty 3146 komentarzy

Tajemnicza Polska 51

Zbigniew Jacniacki - ( wcześniej zbigniew 1108 ) PRAWDA W ŻYCIU, ŻYCIE W PRAWDZIE... 50 lat minęło.... Do teorii doszło doświadczenie. Zbudowałem swoje "malutkie" państwo polskie. Nawiążę współpracę z "malutkimi" państwami moich Rodaków .

Prośba o refleksję nad refleksją

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Jeżeli ludzie są tak nędzni, że wiwatują na cześć 1% najbogatszych za wszystko czego dokonał, to czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla ludzkości?”

Ciekawa refleksja nad mentalnością Brytyjczyków . A może nie tylko mieszkańcy z wysp mają problem z wyciąganiem wniosków z analizy własnego polozenia?

 

Artykuł napisał  sir Julian Rose, opublikowany 

http://renesans21.pl/?p=100

 

 

Boże chroń królową?

Na jednej z szacownych stron internetowych pod artykułem poświęconym wielkiemu rabunkowi dokonywanemu przez banki, w jednym z wątków pojawiło się następujące stwierdzenie:

„Miliony uczciwych kobiet i mężczyzn na całym świecie tracą pracę, swoje domy, swoją godność w następstwie bankowego rabunku. Ci, którzy protestują są aresztowani, a reakcja policji na protesty staje się coraz bardziej zmilitaryzowana. Tymczasem ci, którzy wywołali krach, uchodzą bez szwanku.

System się załamuje, a sposób w jaki odpowiemy na kryzys będzie testem na naszą inteligencję jako gatunku. Uroczystości nie zapierają mi dechu w piersiach. Europa pogrąża się w kryzysie, a w tym czasie dzień po dniu trwają obchody jubileuszu królowej. Podobno 80% Brytyjczyków popiera monarchię. Jeżeli ludzie są tak nędzni, że wiwatują na cześć 1% najbogatszych za wszystko czego dokonał, to czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla ludzkości?”

Zastanówmy się przez chwilę nad tą refleksją, bo mówi nam ona wiele o niezwykłych paradoksach naszej epoki.

W czasie weekendu, na który przypadało apogeum jubileuszowych uroczystości, byłem w Anglii i może na godzinę zdecydowałem się włączyć telewizję BBC. Królowa w towarzystwie księcia Karola i jego żony Kamili przemierzali centralny Londyn w królewskich Rolls Roysach, aby udać się na bankiet w gmachach Parlamentu. Potem do pałacu Buckingham aby pokazać się tłumom na balkonie.

Wzdłuż ich przejazdu powiewał las chorągiewek, którymi radośnie machali ludzie ze wszystkich warstw społecznych i środowisk z wielu krajów. Spora część z nich nosiła papierowe kapelusze udekorowane flagami Union Jack, takimi samymi jak plastikowe chorągiewki, którymi machali. Kiedy królowa pojawiła się na balkonie pałacu Buckingham, tłum eksplodował dzikim piskiem nieposkromionej radości. Yeomani z gwardii honorowej stali na baczność w pełnym rynsztunku. Działa polowe wykonały idealnie skoordynowany armatni salut. Nad głowami przeleciała zwarta formacja odrzutowców pozostawiając za sobą czerwone, białe i niebieskie pasma spalin. Wszystko wokół jak okiem sięgnąć było czerwone, białe i niebieskie.

W odpowiedzi na to wszystko królowa przez większość część czasu wykrzywiała twarz w charakterystycznym grymasie. Było nie było, nabrała wprawy w tym geście poprzez 60 lat sprawowania swoich królewskich obowiązków na rzecz narodu. Podobny grymas towarzyszył jej poprzedniego wieczoru, w czasie obecności na wielkim koncercie jubileuszowym w podworcach pałacu. Jednak w pewnych określonych momentach była w stanie zdobyć się na uśmiech. Jedną z takich chwil było wręczenie jej ogromnego prezentu w kształcie diamentu, podczas gdy w tle stali sztywno wyprostowani Sir Paul McCartney i Sir Elton John. Słynna gitara basowa Paula była oczywiście także udekorowana Union Jackiem.

Kiedyś dawno, dawno temu John Lennon zwrócił swój OBE (Order of the British Empire – Order Imperium Brytyjskiego) na znak protestu wobec brytyjskiego poparcia dla wojny w Wietnamie.

Jednak Paul uklęknąwszy przed Jej Wysokością (stało się to jakiś czas temu) i zgodziwszy się na bycie rycerzem Jej Królewskiej Mości, może obecnie odgrywać jedynie rolę uniżonego sługi. Bez wątpienia inni niesławni „Oświeceni” rycerze Jej Królewskiej Mości, tacy jak Sir Henry Kissinger i Sir Allan Greenspan wznieśli toast za zdrowie jej Wysokości po drugiej stronie wielkiej wody. Być może nawet łotrzykowaty Sir Norman Schwarzkopf, uszlachcony przez królową za swoje brutalne wyczyny w Iraku, gdyby żył, zachichotałby z uznaniem. Och i nie zapominajmy o Sir Edgarze Hooverze, niesławnej pamięci eks szefie FBI.

Rola „pokornego sługi” wydaje się być wyborem niemal wszystkich, którzy wzięli udział w tym horrendalnym i ekstrawaganckim pokazie brytyjskiej celebry, przy akompaniamencie zbliżających się w wielu momentach do histerii wiwatujących tłumów.

Poza uroczystościami w pałacu Buckingham w całym kraju odbyły się tysiące specjalnych przyjęć na wolnym powietrzu, oficjalnych podwieczorków i innych tego typu zgromadzeń. Tłumy ludzi narażały się na przenikliwy wiatr, a nawet deszcz, aby tylko okazać swoje jakże brytyjskie poparcie dla najbogatszej kobiety świata. Elżbieta Windsor jest bowiem właścicielką jednej szóstej ziemi na naszej planecie. Ta spora posiadłość składa się z Kanady, Australii i wielu mniejszych lenn będących częścią „wspólnoty narodów”.

Jej dobra koronne nie podlegają podatkowi spadkowemu ani podatkowi od zysków kapitałowych. Posiada cztery pałace w Wielkiej Brytanii, z których jeden – pałac Buckingham czasami otwiera swe podwoje dla wyselekcjonowanych grup gości. Jak stwierdził w swoje pracy „Prawa ojczyzny” lord Halsbury: „suweren nie może wyrządzić zła, a żadne prawo nie może być skierowane przeciw niemu”. Oczywiście, że nie, według Heathcotta Williamsa („Królewski Babilon”): „Jej inwestycje w takie firmy jak BP i Rio Tinto Zinc oznaczają po prostu, że korzysta ona z ropy i uranu, a jej poddani z tego powodu chorują”. Jak dotąd nigdy nie słyszano jej głosu, który sprzeciwiałby się opinii, że rujnujące dla poddanych „środki oszczędnościowe”, w rodzaju obcinania przez rząd pensji i emerytur są dla nich właściwym lekarstwem.

A jednak żaden z tych faktów nie jest w stanie zniechęcić jej wielbicieli. W różnych badaniach określają ją jako dającą poczucie bezpieczeństwa “matczyną postać”, która utrzymuje jedność kraju, podczas gdy kłócący się politycy obwiniani są o najgorsze. Inne określenia to: „dobra cioteczka każdego z nas”, „wspaniały przykład”, „niezłomny element tradycji” czy po prostu „taka kochana osoba”.

Określenia te nie pochodzą od członków popierającej się nawzajem brytyjskiej elity, ale od milionów pracujących ludzi (kiedyś określanych jako „klasa pracująca”), którzy wydają się widzieć w swojej królowej swego rodzaju odskocznię od codziennej harówki ich pełnego znoju życia. Trudno o bardziej jaskrawy przykład tego, co to znaczy dostać się na szczyt, nawet jeżeli ten szczyt jest osiągalny tylko dla wąskiego kręgu zawierających ze sobą związki małżeńskie rodzin, które pieczołowicie brnęły na wyżyny władzy i posiadania.

To, że brytyjska rodzina królewska dla wielu nadal uosabia coś na kształt egzystencji rodem z bajek dla dzieci, egzystencji nienaruszonej niespokojnymi odgłosami dręczonej i gwałconej planety, jest świadectwem świetnie działającej maszynerii PR, operującej z wojskową precyzją na zapleczu królewskiej fasady. Odpowiednia dawka otwartości i skrytości, mody i tradycji, pompy i nieformalnego stylu, wojskowej krzepy i społecznego zaangażowania. To wszystko efekt pracy fachowo i konsekwentnie zarządzanej machiny, która wprowadza ludzi w stan hipnotycznej fascynacji, czyniąc większość z nich niezdolnymi do ujrzenia istoty rzeczy czy krytycznego myślenia.

Nawet ludzi z natury rozsądnych przedstawienie to wprawia w stan marzycielskiego zaślepienia, w którym głoszą pochwałę brytyjskich osiągnięć w koloniach minionych lat. Może to być na przykład sposób w jaki dzikie plemiona zostały nauczone dobrych obyczajów i szacunku dla tych, którzy sprowadzili ich do roli niewolników. To mechanizm naśladowany dzisiaj przez ponadnarodowe korporacje, ze swoimi miejscami półniewolniczej pracy, które pojawiły się w miejsce dawnych kolonii.

W Wielkiej Brytanii postrzeganie imperium brytyjskiego inaczej niż czasów dumy i szczodrości, pełnych dostojeństwa, moralności i szczytnych ideałów, jest ciągle tym samym co łamanie tabu. To były czasy wielkich wyczynów militarnych i osiągnięć inżynierskich na potrzeby cywilne. Szokujące swoja brutalnością realia, w których dziesiątki tysięcy ludzi były wyrzynane tylko dlatego, że ośmieliły się stawić opór i bronić swoich krajów przed podbojem są pomijane. Podobnie jak totalna „reedukacja” ludności przyzwyczajonej do norm kulturowych kompletnie ignorowanych przez kolonistów, niewolnictwo, wyzysk ekonomiczny, kradzież własności intelektualnej i budowa systemu całkowicie nastawionego na czerpanie zysków z niezmierzonych zasobów taniej siły roboczej, urodzajnych ziem i bogactw mineralnych.

Historia jaką można poznać w brytyjskich podręcznikach szkolnych dba starannie o to aby młodzi i wrażliwi Brytyjczycy nie usłyszeli niczego z tych makabrycznych historii i aby przez przypadek nie dostrzegli w nich dawnego odpowiednika dzisiejszej roli kompleksu militarno – przemysłowego.

Niektórzy komentatorzy twierdzą, że Brytyjczycy oswoili się już ze świadomością „utraty kolonii” i upokorzenia jakim było rzeczywiste bankructwo doświadczone przez kraj w następstwie drugiej wojny światowej. Jeżeli tak jest, to czym tłumaczyć trwające uwielbienie dla największego symbolu imperialnych ambicji?

Elizabeth Windsor, która cieszy się, że mogła umocnić „szczególne relacje” (z USA) z okazji diamentowego jubileuszu została obsypana pochwałami przez Baraka Obamę. Nie omieszkał on również powtórzyć zwrotu o „szczególnych relacjach”, które w praktyce są układem między republiką i monarchią na rzecz wspólnej kontynuacji starych kolonialnych praktyk pod nową nazwą „wojny z terrorem”. Brytyjczycy dostarczają w nim swojej dyplomacji i wiedzy MI5, podczas gdy USA oprócz dominującej siły zbrojnej przypada rola głównego dowodzącego. „Szczególne relacje”, które budzą strach i gniew większej części świata, za wyjątkiem tych, którzy ponoszą ich koszty: płacących podatki brytyjskich i amerykańskich obywateli.

W tym samym czasie gdy młody dziedzic – dzielny i elegancki książę William wraz ze swoją śliczną książęcą żoną rozdają uśmiechy i odwzajemniają przyjaznymi gestami dłoni wiwaty tłumu, planeta pogrąża się coraz bardziej w konfliktach i chaosie. Przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi jest tak wielka jak nigdy w dziejach. Mafie bankowe, agrochemiczne, farmaceutyczne i naftowe stają się coraz bardziej aroganckie. Rządne władzy korporacje nadal kontynuują proces konsolidacji władzy w jednym orwellowskim rządzie światowym.

Być może właśnie dlatego, że rzeczywistość jest tak trudna do zaakceptowania dla większości poddanych dotkniętych „cięciami budżetowymi”, to pozornie nienaruszona monarchia, roztaczająca cudowny blask ponad tymi okropnościami, stanowi doskonały punkt docelowy dla wszystkich pragnących zrealizować swoje eskapistyczne marzenia. Marzenia będące lokalnym odpowiednikiem „American Dream”: w postaci wirtualnych atrap dla tych wszystkich, którzy nie są w stanie spojrzeć w oczy prawdzie o sobie samych, o nieludzkim systemie kontroli, który stoi za widowiskiem na scenie i o naszym bezmyślnym współudziale w złowieszczym dążeniu do totalnej kontroli umysłów.

Afrodyzjaki w rodzaju jubileuszu królowej stanowią znakomitą zasłonę dymną dla następnej fazy odgórnie planowanego spisku, który dostarczy jednemu procentowi najbogatszych kolejnej okazji do umocnienia swojej kontroli ośrodków władzy. W sposób, którego nie powstydziłaby się grupa Bildenberg, rok 2012 wyczarowuje nam niczym królik z kapelusza nie tylko królewski jubileusz, ale także mistrzostwa Europy w piłce nożnej i zaraz potem Igrzyska Olimpijskie w Londynie, aby dokładnie odurzyć już ospałe umysły i dostarczyć rozrywki odwracającej uwagę wszystkich za wyjątkiem najbystrzejszych od tego jak się rzeczy mają.

W dalszym ciągu tegorocznego letniego sezonu królowa przekaże pałeczkę ciemnym siłom działającym na zapleczu spektaklu o nazwie igrzyska olimpijskie. Uruchomione na sygnał zasypanie sklepów bezpłciowymi jednookimi lalkami, zainstalowanie na dachach londyńskich domów rakiet ziemia – powietrze, zakotwiczenie lotniskowca w pełnej gotowości bojowej u ujścia Tamizy, drony obserwujące nas z powietrza, 45 tysięcy policjantów i agentów prywatnych firm na ulicach zamkniętego Londynu. Siły bezpieczeństwa gotowe zaaresztować każdego, kto ośmieli się sprzeciwić temu aroganckiemu pokazowi despotycznej siły. Można tylko domniemywać, jakie jeszcze niecne czyny zostały zaplanowane przez ciemne siły w czasie tego wielkiego pokazu złowrogich mocy.

To czas ogromnego zagrożenia. Czas wielkiego wyzwania. Rok 2012 zapowiadano jako niosący ogromne zmiany dla rodzaju ludzkiego i planety Ziemia. Cokolwiek przeważy: dobro czy zło, miłość czy nienawiść, lepsze czy gorsze, tak czy owak jesteśmy świadkami kosmicznej gry tu i teraz.

„Jeżeli ludzie są tak nędzni, że wiwatują na cześć 1% najbogatszych za wszystko czego dokonał, to czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla ludzkości?”

To pytanie nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia. Znaczenia, które jest przez nas coraz wyraźniej odczuwane w miarę jak serce Ziemi bije coraz mocniej, a czasu jest coraz mniej. Poczucie procesu uwalniania długo uśpionego potencjału wydaje się iść w parze z rozpadem materialnego porządku. Coraz wyraźniejsze rozchodzenie się dróg, pozostawia coraz mniej przestrzeni na siedzenie okrakiem na barykadzie między nimi. Jeżeli punkt ciężkości Ziemi jest w trakcie przesuwania się, to takie same ogromne przesunięcia nastąpią dla tych, którzy żyją na jej powierzchni. Nie zostało już wiele czasu na podjęcie świadomej decyzji wyboru własnej drogi przeznaczenia i na pozbycie się bezużytecznego bagażu, który hamuje tych co ciągle wspierają ten pełen wewnętrznych sprzeczności reżim.

To pewne, wybór jest dosyć trudny dla wszystkich, którzy zachowali jeszcze zdolność myślenia: wyrzucić do śmietnika małe plastikowe flagi symbolizujące poddaństwo i sataniczne, jednookie olimpijskie laleczki albo: zostać ich poddanym i podążać za nimi do ponurego masońskiego grobu, który czeka na tych, którzy zdecydują się zaprzedać swoje dusze na wielkim show.

Królowa Anglii jest poślubiona obowiązkowi, królewskiemu obowiązkowi i nieuleczalnej wierze w boskie prawa królów (i królowych) do rządzenia swoim ludem. Te przekonania zostały jej bez wątpienia wpojone przez ojca. Razem działali na rzecz utrzymania niemal za wszelką cenę monarchicznego imperatywu „króla i ojczyzny”.

Grymas na twarzy królowej ujawnia prawdę, ujawnia ją światu gdzie jak na ironię jest bardzo mało zaangażowania na rzecz czegokolwiek. Smutek, który często towarzyszy tej królowej nie różni się od smutku jej poddanych: i ona i oni trzymają się kurczowo świata, który się zmienił. Pompatyczne królewskie obrządki mogą wydawać się zwodniczo kuszące w rozpadającym się świecie w którym wydaje się nie być miejsca na dumę, ceremoniał i dyscyplinę. Jednak zaraz pod powierzchnią ta królewska poza jawi się jako zastygłe epitafium dla „zwycięzców i pokonanych”, w ustanowionym przez ludzi podziale społecznym. Zwycięzcy mają bogactwo, przywileje i splendor. Niczym totemy fałszywych bóstw, które ciągle wywierają przemożny wpływ na tych z nas, którzy nie dostrzegli jeszcze godności i potrzeby pielęgnowania naszych boskich korzeni.

Tak długo jak duchowe moce jakimi obdarzony jest rodzaj ludzki pozostaną podporządkowane materialistycznym celom, kłamstwo będzie trwać i królewskie rodziny, prezydenci, premierzy oraz gwiazdy pop będą odgrywać role jakich wymagają od nich przymilający się poddani i ich alter ego. Będą nadal opatrznie traktować swoje otrzymane od Boga dary jako wartości materialne, chytrze prezentowane jako szczyt marzeń każdego bezdusznego śmiertelnika.

„Boże chroń królową” to najzwyczajniej w świecie wezwanie do podtrzymywania w nieskończoność status quo. Fakt, że około 80% brytyjskich obywateli z radością akceptuje swoje upodlenie jako pionki w pradawnej grze o władzę, nie bez powodu przywołuje pytanie o to „czy jest jeszcze nadzieja dla ludzkości?”.

Posłowie: „Cywilizacja we właściwym sensie tego słowa, nie polega na mnożeniu pragnień, ale na świadomym i dobrowolnym ich ograniczaniu.” (Mahatma Gandhi)

napisane czerwiec 2012 roku przez Juliana Rose

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031