Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
946 postów 3955 komentarzy

Życie Moje i Nasze

Zbigniew Jacniacki - ( wcześniej zbigniew 1108 ) PRAWDA W ŻYCIU, ŻYCIE W PRAWDZIE... 60 lat minęło.... Do teorii doszło doświadczenie. Zbudowałem swoje "malutkie" państwo polskie. Nawiążę współpracę z "malutkimi" państwami moich Rodaków .

Polacy :Skąd dokąd ? cz .6 .Oczyma obcokrajowca......

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

".....Z fotoreportażu o Polsce, zamieszczonego w „Life” 29 sierpnia 1938 roku, wyłania się nieco inny kraj, niż ten, który mitologizujemy jako II RP...."

 

 

 

 

 

 

Jak nas widzą ,tak o nas piszą .

Proponuję zapoznać się z materiałem zamieszczonym w  2010 r na stronie stronie  http://www.ahistoria.pl/index.php/2010/10/reportaz-z-miedzywojennej-polski/ .

Jest to  omówienie  artykułu  dla amerykańskiego czytelnika .

Z takim obrazem Polaków możemy zgadzać się ...lub oburzać ...

Możemy też zastanowić się  ,jaką drogę przebyliśmy w okresie ostatnich kilkudziesięciu latach ...

Można było zrobić więcej ??? Pewnie tak ...

Zawsze też jest jakieś ale ...

Jakieś niezrozumienie  dziejów  jednej z największych potęg XV wiecznej Europy do nicości od końca XVII w...

 

 

Początek materiału :

 Znany amerykański magazyn „Life”, który ukazywał się od 1883 do 2007 roku, udostępnił swoje archiwa w „Google Books”. Z fotoreportażu o Polsce, zamieszczonego w „Life”  29 sierpnia 1938 roku, wyłania się nieco inny kraj, niż ten, który mitologizujemy jako II RP.

1

Fotoreportaż jest – niestety – anonimowy. Nosi tytuł „Poland: Rich Men, Poor Men in the Land of Fields”, czyli „Bogaci i biedni w Krainie Pól”, a z nagłówka dowiadujemy się, że w „powojennym państwie polskim” dominują „nieszczęście, duma i strach”. Warto zauważyć, że w 1938 roku, 20 lat po odzyskaniu niepodległości, nadal mówiono o naszym kraju jako o „kraju powojennym”, podobnie, jak III RP nadal nazywana jest często „krajem postkomunistycznym”.

Autor rozpoczyna swój reportaż zdjęciem granicy sowiecko-polskiej. Po stronie „Kraju Rad” widać bramę powitalną i napis: „witajcie robotnicy zachodu”. Zamieszcza m.in. relację z leżącej na polsko-bolszewickiej granicy miejscowości Swierynowo. Jej mieszkańcy opowiedzieli autorowi reportażu – co ten chętnie, lecz z zapewne zbyt dobrą wiarą zanotował  – że by znaleźć się po polskiej stronie granicy upili radzieckich strażników granicznych, a ci przesunęli swoje posterunki o kilkaset metrów. Granica Polski i ZSRR jest, jak pisze autor, „hermetycznie zamknięta”.

Kraj Pól w kształcie meduzy ma najniższy standard życia w Europie

„Polska oznacza Kraj Pól. Jest tak duża, jak Hiszpania, a kształtem przypomina meduzę” – czytamy w artykule. Autor przypomina, że „Polska została zrekonstruowana jako republika jedyne 20 lat temu przez prezydenta USA Woodrow Wilsona”. Ocenia, że jej „historia jako narodu jest starsza i bardziej chwalebna, niż Niemiec czy Rosji”, ale zarazem – jak zauważa – Polska posiada „najniższy standard życia w Europie”.

„Kraj Pól” nawiedzają klęski głodu. 40 procent obywateli nie umie czytać ani pisać. Ale najważniejszą rzeczą, która determinuje sytuację geopolityczną Polski jest fakt, że kraj ten leży między Niemcami a Rosją. Kraj „jest podminowany wiecznym strachem przed tymi dwoma wielkimi zagrożeniami na raz”.

Autor uważa, że „Polacy nienawidzą Rosjan, ponieważ Polacy są dobrymi katolikami, a bolszewicy – areligijni. I dlatego, że Rosja tyranizowała Polskę przez 200 lat”. Obrony przed Rosją upatruje autor w prypeckich bagnach, które „separują kraj od ZSRR” (to tylko częściowo prawda – poleskie bagna Prypeci mogą dzielić rosyjski front na dwie części, ale nie izolują zupełnie Polski od Moskwy). Od Niemiec natomiast – zauważa autor – nic Polski nie oddziela.

Autor nazywa nasz kraj „szakalem przy niemieckim lwie”. „Gdy Niemcy zajęły Austrię” – przypomina autor – „Polacy próbowali zająć Litwę” (faktycznie, anschluss Austrii zbiegł się w czasie z polskimi manifestacjami, podczas których wykrzykiwano „Wodzu, prowadź nas na Kowno” i z polskim naciskiem na Litwę, który doprowadził do wymuszenia na Kownie nawiązania oficjalnych stosunków). Kiedy Niemcy zajęli Czechy, Polska odkroiła swój „ochłap szakala”: Śląsk Cieszyński. „Traktat z Francją, która w największej części zapłaciła za powstanie polskiej armii stał się martwy” – zauważa autor i dodaje, że Polska, kraj bez przyjaciół (prawdą jest, że ze wszystkich sąsiadów, dobre stosunki Polska miała wyłącznie z Rumunią, a od 1939 roku z Węgrami i w miarę niezłe z Łotwą. Z Litwą i Czechosłowacją byliśmy na noże. ZSRR i Niemcy żywotnie nam zagrażały), musi teraz po prostu wierzyć, że Hitler nie odbierze jej siłą korytarza łączącego Polskę z morzem. Autor pisze także o polskiej idei geopolitycznej i o próbach tworzenia „bloku neutralnego”: od Skandynawię przez kraje bałtyckie po Bałkany.

2

Oficjalną głową Kraju Pól jest prezydent Mościcki. Jednak ponad jego zdjęciem umieszczono fotografię  Śmigłego-Rydza, opisanego jako „dyktator”.  Obaj dżentelmeni, jak informuje autor, rywalizują ze sobą.

Kraj Pól, gdzie „konie wykonują pracę ciężarówek, a szable – czołgów”

Osobny dział poświęcony został armii polskiej, a dział ten rozpoczyna się leadem głoszącym, że w Polsce „konie wykonują pracę ciężarówek, a szable – czołgów”.  Autor (przypomnijmy -ponad rok przed wrześniem 1939 roku) pisze, że „francuski marszałek Foch przewidział, że kolejna wielka wojna Europy zacznie się w Polsce”. Autor twierdzi, że podział Europy na małe państewka przyczynia się do tego, że Hitler może je teraz łatwo jedno po drugim połykać (z perspektywy roku 1938 mapa Europy Środkowej upstrzonej niewielkimi państwami była faktycznie czymś nowym). „Jedyna nadzieja Polski” – czytamy w artykule – „to przerośnięta armia”.

Autor zauważa, że w Polsce jest bardzo niewiele ciężarówek, czołgów, samolotów i dział. „Polska jednak” –  pisze autor – „hoduje dużo koni. Dzięki temu kraj ten posiada 40 pułków kawalerii na 90 piechoty, co stanowi największy taki stosunek w Europie”. „Każdy pułk kawalerii dysponuje czterema lekkimi karabinami maszynowymi i czterema ciężkimi, które ostrzeliwują się z wózków konnych w pełnym galopie”. Autor sugeruje, że techniki tej Polacy nauczyli się na wojnie 1920 roku, doceniając zalety bojowe bolszewickich taczanek.

Polacy – przypomina autor – pokonali „Morawian, Czechów, Węgrów, Litwinów,Krzyżaków, Tatarów i Turków”. Zniszczyli Zakon Krzyżacki i mogli zniszczyć Moskwę carów. Pokonali Iwana Groźnego. Klęską Polski była dumna, liberalna, frywolna arystokracja, której kłótnie starły Polskę z mapy Europy w 1795 roku”.

Polska wieś to kolejny dział reportażu. Na zdjęciach widzimy Korfantego i Witosa na wygnaniu w Czechosłowacji, zabiedzone polskie wiejskie dzieci i slums w podwarszawskich Markach zamieszkany przez ludzi, których eksmitowano z zajmowanego lokalu. Na zdjęciu wykonanym w mieście Mir (obecnie Białoruś) widać wiejski, ubogi krajobraz zdominowany przez kościelną wieżę, na co zwraca uwagę podpis pod zdjęciem.

Gospodarkę Polski autor reportażu określa jako „tragedię”.

polish peasants

„Większość polskiej ziemi należy do wielkich magnatów” – w XVII wiecznym tonie pisze autor, choć pamiętać należy, że przedwojenna reforma rolna, która m.in. zakładała wykup ziem od obszarników i parcelację jej, faktycznie nie została w pełni zrealizowana. „Wielu wieśniaków nigdy nie ogląda mięsa, chleba, mleka, żyje tylko na ziemniakach. Rosnąca rzesza bezrolnych chłopów zaludnia miejskie slumsy albo zastanawia się nad rewolucją”. Rząd, czytamy w artykule, pragnie za ich pomocą zindustrializować Polskę, popiera więc przenoszenie się chłopów do miast, ale „miasta są prawie całkowicie zmonopolizowane przez 3 miliony polskich Żydów”. „Obecny antysemityzm w Polsce, kraju o tradycji tolerancji dla  Żydów, ma raczej ekonomiczne, niż rasowe oblicze” – czytamy.

Dyskretny urok polskiej arystokracji, która brodzi w błocie

Kolejny rozdział dotyczy „czarującej arystokracji”, która „posiada większość ziemi, żyje na wysokim poziomie” i płaci służbie – jak wyliczył autor – równowartość 20 amerykańskich centów dziennie. Ulubioną rozrywką polskich arystokratów są polowania. „Czar polskiej arystokracji, piękno jej kobiet, odwaga jej mężczyzn są ogólnie znanymi faktami. Ale tak, jak niewielu Amerykanów jest w stanie wyobrazić sobie nędzę polskiej wsi, gdzie czteroosobowa rodzina żyje często za 180 dolarów rocznie, tak niewielu Amerykanów może wyobrazić sobie splendor bogatego polskiego establishmentu”. – czytamy. Wielkie nazwiska szlacheckie wynotowane przez autora reportażu to Potoccy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Poniatowscy, Zamoyscy, Czartoryscy, Krasińscy, Sanguszkowie, Chodkiewiczowie – „w większości potomkowie bohaterów”. „Bogacze siedzą w  wyniosłych ławach w kościołach katolickich, wracają do swoich wspaniałych domów eleganckimi samochodami, które do połowy kół zanurzone są w błocie” – czytamy.

polish aristocracy

Kraj Pól rządzony przez trupa

Osobny dział poświęcony jest „wielkiemu umarłemu” – marszałkowi Piłsudskiemu. „Martwy dyktator nadal rządzi Polską” – pisze autor, co znajduje zresztą potwierdzenie w polskiej przedwojennej publicystyce, w której często wspominano, że Polska rządzona jest przez trumnę Piłsudskiego (a po śmierci Romana Dmowskiego, trumna ideologa endecji również dołączyła do „rządzących”).

– „Piłsudski uważał, że Polska nie jest jeszcze gotowa na demokrację i pozostawił niekompletną konstytucję ograniczającą uprawnienia parlamentu”. „Smutnym faktem jest, że Polska nadal żyje swoją przeszłością” – pisze autor reportażu.

„Słabość Polski ujawniła się po raz pierwszy w XVII wieku, gdy każdy poseł mógł zgłosić weto w sejmie i w ten sposób zakończyć każdą dyskusję i zablokować parlament. Dziś natomiast każdy polski poseł może zakończyć każdą dyskusję cytując cokolwiek, co powiedział Piłsudski. Karą za wyrażanie się bez odpowiedniego szacunku o marszałku mogą być nawet trzy lata w więzieniu” – czytamy. Autor reportażu opisuje celebrę, z jaką żegnano zmarłego przywódcę: „jego pomnikiem jest kopiec wzniesiony przez miliony Polaków, z których każdy rzucił nań garść ziemi” – pisze o Kopcu Piłsudskiego w Krakowie. „Jego serce pochowane zostało u stóp matki w Wilnie. Jego mózg oddano doktorom, by ci dowiedzieli się, cóż to za cud sprawił, że tak świetnie działał. Jego krypta znajduje się obok grobów królewskich na Wawelu”.

Kraj Pól w bałaganie oczekuje na krach. Taki lub inny

Kolejny dział dotyczy polityki państwa. Autor reportażu nie widział polskiej przyszłości w jasnych barwach. Wspomina pokrótce o ministrze finansów Kwiatkowskim, „którego zadaniem jest przekształcenie rolniczej Polski w kraj przemysłowy” i o budowie „wielkiego bałtyckiego portu w Gdyni i wielkiego okręgu przemysłowego w południowej Polsce w okolicach Sandomierza”, zamiast jednak zapowiadanego przez polską propagandę „planu piętnastoletniego”, którego istnienia autor w ogóle nie odnotował, spodziewał się raczej chłopskiej rewolty albo… zamachu stanu przeprowadzonego przez Józefa Becka, który to polityk w „life’owskim” reportażu nabiera cech demonicznych.

„Strajk chłopski albo zamach stanu oznacza wojnę domową, a wojna domowa prawdopodobnie oznacza obcą interwencję” – głosi nagłówek tej części artykułu.

„Polska polityka to bałagan” – pisze autor. – „Od 1918  do 1926 Polska miała demokratyczną konstytucję wzorowaną na amerykańskiej. Później nadeszła dyktatura Piłsudskiego, ograniczenia nakładane na partie polityczne i, w 1935, nowa konstytucja, która dawała władzę „klice pułkowników”. Klika ta opierała się ona częściowo na „arystokratach, którzy przyczynili się do walki o polską wolność”. Jak uważa autor, posiada ona poparcie jednej trzydziestej populacji. Na jej liberalnym skrzydle znajduje się prezydent Mościcki oraz „dyktator”  (cudzysłów za oryginałem) Śmigły Rydz.

Kolejnymi rozgrywającymi są szef MSZ Józef Beck i Bogusław Miedziński, kontrolujący dużą część prorządowej prasy. „Żaden z nich nie jest przed nikim odpowiedzialny” – zauważa autor. – „Beck jest nazywany jednym z posiadających najmniej skrupułów politykiem w Europie. Oskarżany jest o szantaże, wiązany z morderstwami, o zagrabienie wielkiej fortuny i ekspediowanie z Polski w złotych sztabkach”.

Autor oskarża Becka o bycie zwolennikiem przeprowadzenia faszystowskiego zamachu stanu, ale twierdzi też, że polityk „nie jest niemieckim pionkiem”. „Jego ostatnim pomysłem jest blok neutralnych narodów oraz pakt pięciu mocarstw, mający powiązać Polskę z Niemcami, Włochami, Francją i Anglią”. Beck i pułkownicy dzielą, według autora, opinię, że „Polacy nie są gotowi do tego, by się rządzić sami, dlatego muszą być prowadzeni przez arystokratów. Są w naturalny sposób wspierani i finansowani przez wielkich feudalnych obszarników (sic!), jak Potoccy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Lubomirscy – książęce rody, które kiedyś władały wielkimi obszarami, obecnie znajdującymi się w granicach Rosji Sowieckiej”. Jak twierdzi autor, „obszarnicy ci” nadal liczą na odzyskanie tych ziem, Sowieci tymczasem podburzają „ich chłopów”, jak to ujmuje, do rewolucji podobnej do tej, która miała miejsce w Rosji. Autor uważa, że „mogą oni oddać Niemcom korytarz, jeśli ci pomogą im odzyskać Litwę, Białoruś i Ukrainę”. Jak bardzo autor się mylił, pokazała historia. Niemiecka sugestia, że „morze Czarne też jest morzem” została przez Becka zignorowana, a sam szef MSZ wygłosi za parę miesięcy słynne przemówienie w Sejmie, w którym zapowie, że „nie oddamy nawet guzika od munduru”.

"Demoniczny" Józef Beck/Agencja Forum

"Demoniczny" Józef Beck/Agencja Forum

Autor reportażu o „Kraju Pól” przesadza nieco ze znaczeniem arystokracji w Polsce jako stanu społecznego, bo choć faktycznie posiadała ona duży prestiż w II RP, to w obiegu elit funkcjonowały wpływowe osoby wywodzące się spoza tej warstwy, jak choćby bogaci przemysłowcy i przedsiębiorcy. Demokratyczna konstytucja marcowa zakazała ponadto oficjalnego używania arystokratycznych tytułów. Inna sprawa, że polskie mieszczaństwo było słabe, a chłopstwo – spauperyzowane, toteż naturalnym źródłem zasilającym polskie elity była właśnie arystokracja i miejska ludność pochodzenia żydowskiego, najczęściej jednak silnie spolonizowana i z polskością się utożsamiająca.

Jeśli chodzi o „tęsknotę polskiej arystokracji”  za swoimi dziedzinami leżącymi w Rosji Sowieckiej i o zdominowanie polskiej polityki przez jej interesy, to dobrze jest przypomnieć, że Polska w Traktacie Ryskim sama zrzekła się części ziem I RP (np. Mińszczyzny), obawiając się, że nie będzie potrafiła zasymilować tak wielkiej rzeszy ludności, która nie jest ludnością etnicznie polską. Obawy były zresztą słuszne, bowiem Polska nie radziła sobie i z tymi mniejszościami, nad którymi przyszło jej panować.

Autor uważa, że „Polacy są niepoprawnymi indywidualistami” i wszystko może się tu zdarzyć: nawet „faszystowski Obóz Zjednoczenia Narodowego”, jak pisze, w chwili, gdy zaczął prowadzony być przez przez generała Skwarczyńskiego „przeszedł na lewą stronę”. „Większość świetnych polskich polityków znajduje się w opozycji, a niektórzy, jak Wincenty Witos czy Wojciech Korfanty, wyjechali z kraju, by uniknąć uwięzienia z powodów politycznych” – twierdzi. Niektórzy, jak Józef Haller czy Władysław Sikorski powiązani są z – jak czytamy w artykule – „antysemicką endecją”.

III_kontra_Ktore_lepsze_3359678„Wielkim pytaniem jest, czy Polska pozwoli Witosowi powrócić do kraju i czy Beckowi uda się przeprowadzić swój zamach stanu. Jeśli tak, prawdopodobnie wtrąci on Polskę do politycznego obozu Niemiec. Jeśli jednak Witos nie powróci, Polskę może czekać strajk chłopski, który sparaliżuje kraj. Zamach stanu albo masowe protesty mogą oznaczać wojnę domową. A interwencja Niemiec i Rosji w Polsce sprawi, że ich interwencja w Hiszpanii będzie wyglądała, jak dziecinna gra” – i choć wybuch wojny nie pozwolił nam się przekonać, czy „demoniczny” Beck faktycznie zamierzał objąć dyktatorską władzę i czy w Polsce wybuchłaby rewolucja społeczna, to w ostatnim punkcie autor miał faktycznie rację. Tym bardziej, że, jak napisał: „Jest powód do interwencji. Obecna Polska jest krajem, w którym żuje około 6 milionów Rosjan-Ukraińców [tak w oryginale] i Białorusinów, którzy żyją na około jednej piątej całego terenu Polski”. Narody te, jak pisze autor, „domagają się swoich praw mniejszościowych bez większych sukcesów:. O wiele bardzie „żywotna mniejszość” to milion Niemców, których „fuehrerem jest senator Weisner”. „Jego postulaty autonomii dla Niemców są cokolwiek zabawne” – czytamy – „bo Niemcy rozrzuceni są po całej Polsce i w dużym stopniu wyznają antynazistowskie poglądy”. Poza tym w Polsce żyją „trzy miliony Żydów, którzy, mimo protestów Polaków, nadal noszą tradycyjne ubiory i fryzury. Grupa ta jest, jak uważa autor, „najbardziej uciśnioną, podległą i żyjącą bez nadziei grupą ludności w całej Polsce”.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. W kolejnym numerze „Life”, w dziale „listy do redakcji”, ukazał się list oburzonych przedstawicieli amerykańskiej Polonii, którzy zaatakowali artykuł uznając co za „niesprawiedliwy” i antypolski. Pewne rzeczy się, jak widać, nie zmieniają.

Ziemowit Szczerek

 

Koniec materiału.

Pod  artykułem pana Szczereka pojawiło się 218 komentarzy .

Ich lektura jest nie mniej ciekawa  niż główny wpis

KOMENTARZE

  • Przykład komentarz
    Przykład :

    Ślązok z Katowic pisze:
    22 listopada 2010 o 19:06
    odpowiedź do stop głupocie: długo zastanawiałem się czy odpowiadać na twoje wypociny. Nie wiem czy jest sens. Twój sposób rozumowania jest typowo prawdziwiepolski. Najlepiej scharakteryzował to wasz wielki (1,5 m) wódz. My nie damy sobie wmówić że czarne jest czarne, a białe jest białe.
    Jeśli obiektywne fakty mówią coś innego niż wasza wiara w Hansa Klosa, Czterech Pancernych i Trylogię, to tym gorzej dla faktów…
    Po dłuższym namyśle jednak postanowiłem odpowiedzieć, skoro zacząłem tu dyskutować to muszę i dokończyć. Otóz liczby i kwoty które ty przytaczasz są wyssane z palca. Po prostu strzelasz liczbami jak pijany gajowy z dubeltówki. Byle udowodnić swoje tezy. Byleby pokrzepić serca, tak jak Sienkiewicz.
    Bo tak naprawdę obiektywne fakty są dla was porażające. Wszystko to co napisał ten Amerykanin jest prawdą, a podejrzewam że rzeczywistość była jeszcze bardziej przerażająca. Najgorsze zaś jest że do zacofania cywilizacyjnego dochodziło i dochodzi zacofanie mentalne, ta straszliwa mentalność polskiego cwaniaka połączona ze śwredniowiecznym pojmowaniem katolicyzmu. Straszny narodowy charakter, tak wyśmiewany wszędzie na całym świecie.
    Widzisz, w Niemczech słowo Polacken jest najgorszą obelgą. Kojarzy się jednoznacznie ze słowem Kakalakken, czyli karaluchy. W USA słowo Polack jest niemniej obraźliwe. Możnaby to jednak wytłumaczyć, Niemcy są od wieków wrogami Polaków (dlaczego?), a do USA emigrowali milionami, będąc tam bardzo wpływową grupą społeczną…
    Jednak to tłumaczenie blednie w zestaiweniu z faktem co słowo polack znaczy w Hiszpanii. Tam dla większej zniewagi pisze się je małą literą. Znaczy ono tyle co fiut całkowity, pijana oferma w obsranych portakach. Jeśli nazwiesz tak kogoś na prowincji, możesz się liczyć z niebezpieczeństwem utraty zycia. Jest to w zasadzie największa obelga jaka istnieje w języku hiszpańskim. I nie da się tego wytłumaczyć wpływem niedobrych Niemców. To jest bowiem pamiątka po polskich żołnierzach napoleońskich okupujacych Hiszpanię…
    Taka jest prawda. Co do liczb które podaję też są prawdziwe. Zobacz roczniki statystyczne z tamtych lat. Naprawdę od 1921 roku 7 powiatów Górnego Śląska wytwarzało 48% polskiego PKB. Wytwarzało przy tym 70% produkcji przemysłowej Polski. To są dane GUS z tamtych lat. Nic nie wymyśliłem, choć dla ciebie fakty są nie do zaakceptowania…
    Co do śląskiego przemysłu to znowu opowiadasz bajki. Przeczytaj życiorys Karola Goduli, lub historię rodu von Tiele- Wincklerów. To byli Ślązacy z dziada pradziada, Godula z okolic Raciborza a Wincklerowie z podbytomskich Miechowic. To oni a nie Prusacy stworzyli śląski przemysł. Przy czym Godula rozpoczął rewolucję przemysłową w kontynentalnej części Europy. Zbudował na Śląsku nowoczesny przemysł zanim powstał on w Niemczech. Dorobił się 47 kopalń samego węgla. 17 kopalń innych surowców, niezliczonej ilości innych fabryk. Sam własnoręcznie opracował wiele technologii, jak najwowocześniejsza w świecie technologia cynkowania stali i wiele innych. A jego córka pomozyła ten majątek jeszcze razy 8…
    Jeśli chodzi o Tiele Wincklerów to ich fortunę możesz zobaczyć do dziś. Ich posiadłość rodzinna w Mosznie na Opolszczyżnie ocałała niezniszczona. Jedź zobacz jacy ci Ślązcy byli głupi i primitywni.
    Wincklerowie, prości Ślązacy, otrzymali z rąk cesarza pruskiego tytuł szlachecki a potem hrabiowski. Byli załozycielami miasta Katowice. Jednym z najbogatszych rodów przemysłowców w Europie.
    Kiedy wasi przodkowie przepijali swoją Gorolię sprzedaną zaborcom za beczkę okowity (jedyny w historii świata przypadek dobrowolnej sprzedaży całego teryturium obcym mocarstwom), nasi przodkowie w pocie czoła zbudowali nanowocześniejszy wtedy na świecie przemysł. Jak ta prawda nie pasuje do waszych teorii o niższości i dupowatosci Ślązaków? Notabene zobacz Niemców czy Anglików. Wszystkie cywilizowane narody są na pozór dupowate…
    Ale nie mają średniowiecznej mentalności jak wy. Mentalność szlachecka, feudalna. To jest przyczyna waszej nędzy i przedwojennej i teraźniejszej. Zoborac rosyjski carskim dekretem zniósł pańszczyznę i feudalizm w jedynie słusznym zaborze rosysjskim dopiero w 1863 roku. Inaczej feudalizm trwałaby pewnie do dziś. Nawet zaborca rosyjski was unowocześnił. Wasza szlachta eksploatowała swój naród gorzej niz w Rosji. Takie są fakty..
    Wam przodkowie nie zostawili nic, wszystko co macie dziś i ten w sumie niezły poziom życia zawdzięczacie nam, Ślązakom. I rabunkowi naszej ziemi i naszej ojcowizny.
    Nie piszę tego jednak żeby siać nienawiść czy wzywać do porachunków. Nic z tych rzeczy. To co się stało jest już nie do odwrócenia. Historii cofnąć się nie da. Ślązacy nigdy nie odzyskają swojego bogactwa. Myśmy się z tym pogodzili i zdajemy sobie sprawę że tak musi być. Ślązacy nigdy nie byli wrogami Polski, choć ta Polska oszukała nas straszliwie. I obrabowała.
    Skupmy się więc na tym co jest teraz. Wyrósł nam nowy zaborca, miasto stołeczne. On rabuje i eksploatuej nie tylko nas, także wszystkie inne regiony.
    Warszawa nie wypracowuje żadnych realnych dóbr, nie ma tam żadnego przemysłu. Za to wytworzyli nową szlachtę, nową rasę panów, którzy stali się nowymi władacmi tego kraju.
    tak naprawdę to Polacy nie żyją w Polsce, w rozumieniu wolnego kraju. Żyją w czymś w rodzaju Cesarstwa Warszawskiego, na wzór Cesarstwa Rzymskiego. Państwa- miasta które rządzi terenem jak Rzym jak Rzym podbitymi prowincjami. Tzw elyty warszawskie rozszabrowały ten kraj, rozkradły całą krwawicę kilkudziesięciu lat pracy Polaków. Konsumują lwią część dochodu narodowego wytwarzanego w innych regionach.
    Ustrój polityczny w Polsce jest niepodobny do żadnej demokracji zachodniej. Jest to ustrój w którym regiony oddają wszystkie wypracowane środki do centrali w Warszawie. A centrala ta tak jak starożytny Rzym oddaje podbitym prowincjom jakąś małą cząstkę tego, w formie dotacji. A lwią część zatrzymuje dla siebie…
    Oni przejadają pieniądze które powinny służyć modernizacji tego kraju. Rozwojowi słabszych regionów. Dlatego 20 lat po pozornym obaleniu komuny jest tu tak jak jest. Gospodarka tego kraju zwija się, giną całe gałęzie przemysłu. Jest to normalne dla każdego kraju gdzie nie ma polityki regionalnej. Samorządność w Polsce to atrapa. nie ma samorządności bez pieniędzy. A tymi dysponuje tylko i wyłacznie warszawa.
    Przestańmy się po polsku kłocić i zacznijmy mysleć. Obalmy tą dyktaturę ściany wschodniej. Odsuńmy od koryta cwaniaków warszawskich którzy dzięki temu systemowi okradają ten kraj gorzej niż zaborcy. Rabują ten naród tak jak kiedyś panowie -ski -cki. Bo inaczej w niedługim czasie będzie tu znowu tak jak przed wojną. Nędza i pauperyzacja całych regionów oraz warstw społecznych będzie się pogłębiać. Az do kolejnego całkowitego upadku tego kraju. Bo nad tym krajem władzę mają znowu jego własne elyty ze wschodu Polsky. A te są posożytami gorszymi dla swojego narodu niż zaborcy…
    Szkoda że Polacy nie są zdolni do wyciągnięcia wniosków z własnej historii. Dlatego historia tu zawsze się powtarza…

    Koniec kmentarza Ślązoka z Katowic
  • @
    Przeczytałem ten artykuł i muszę przyznać ze zrobił na mnie wrażenie.
    A dlatego ze wszystko się zgadza z tym co osobiście relacjonował mój dziadek z babcia jak i moja niania. Panował pospolity głód i ubóstwo.
    Polityka była jednym wielkim cyrkiem a podział społeczności przebiegał miedzy żydem w mieście, dawnymi szlacheckimi rodami, które praktycznie
    przez zabory wszystko utracili, chłopami bosymi na polu a sztuczną nową arystokracją kradnąca wszystko co po zaborcach zostało. Ten kto interesuje się tamtymi przecież nieodległymi czasami wie ze Polska międzywojenna była państwem jeszcze w pełni niepowstałym a już nachylającym się ku upadkowi.
  • Ciekawe
    i miejska ludność pochodzenia żydowskiego, najczęściej jednak silnie spolonizowana i z polskością się utożsamiająca.

    Czy teraz w Warszawie są ich potomkowie ,czy przysłani przez Stalina.

    Pozdrawiam
  • @liberalkonserwatywny 15:06:53
    Oczywiscie to bzdura....W tej calej masie Zydow, tylko znikomy procent byl spolonizowany, i zwiazany uczuciowo jako tako z Polska!
  • -----------------Polska feudalna do 1939r
    ---nie wiem jak tam z żydami było -- ale reszta to PRAWDA !! kler tak był ROZPANOSZONY z tego co mi mama opowiadała --PROTESTY słychać już było / nawet w mysiej norze /

    UPADEK Polski -zawdzięczamy WATYKANOWI !!! jego knowaniom !! i polskim katolikom --NIE ROZUMIEJĄCYCH pojęcia -PATRIOTA
  • ---------- TAK !!!! Watykan
    ------ udowodnij proszę --INNE PRZYCZYNY upadku Polski w rachunku ciągnionym !! BADANIA wskazują , że Polska była już !!!!!!! chrześcijańska w czasie !!!!!! przyjmowania ---chrztu RZYMSKIEGO !! Cyryl i Metody byli wcześniej -MORDOWANO NAS !!! Słowian dla ZYSKU !!! -WPŁYWÓW - NIE !!! Boga

    http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,391786,premiera-filmu-wyspa-wladcow-w-tvp-historia.html
  • @Skanderbeg 01:08:43
    "...Dzięki chrześcijaństwu przetrwaliśmy..."
    Krótkie zdanie , ale jest w internecie źródłem namiętnych dyskusji .
    Przyznam ,że przez kilkadziesiąt lat taka teza też była
    dla mnie oczywista i nie wymagająca dowodów .
    Osobiste doświadczenia i poszukiwania książkowe zrodziły
    znaki zapytania .Przede wszystkim katolickich autorów . Np. Waleriana Kalinki " Sejm Czteroletni ".
    Najważniejszą trudnością jest brak jednoznacznej odpowiedzi kim są "MY".
    Okazuje się ,że przez stulecia przetrwał podział na jakiś "my " , jakiś "oni"...
    Dzisiaj są Polacy i Ślązacy i Kaszuby ...
    Ale nie ma Polan , Wiślan ....
    Dzisiaj są Polacy -katolicy , Polacy -słowianie , Polacy-chrześcijanie ,
    Polacy-komuniści, Polacy-imperialiści proamerykańscy ,
    Polacy-filosemici ....

    Taka wieloznaczność nie dotyczy tylko Polski .
    Praktycznie , znowu dzięki internetowi , dowiadujemy się , że w Hiszpanii , Niemczech , ....Amerykach .... , Azji... ,że ludzie szukają odpowiedzi co dzięki chrześcijaństwu przetrwało a co pomimo chrześcijaństwa ...
    Ps.
    A o roli i spiskach KRK piszą i katolicy i chrześcijanie ...
    Proszę skorzystać z google tłumacza i zapoznać się nawet pobieżnie http://www.bibliotecapleyades.net/archivos_pdf/vatican_assassins.pdf
    Jest to wywiad z byłym jezuitą .Czyli można założyć , że jego wiedza
    o " ciemnej stronie księżyca " jest większa niż polskich katolików .
    Jest tam o śmierci amerykańskich prezydentów , wojnie w Wietnamie , Kambodży , bombardowaniu Jugosławii...
  • @Skanderbeg 23:45:57
    "....Za co jeszczxe? Oj, antykatoliccy fanatycy bywają zabawni...."

    Poniżej opis takiego " zabawnego " wydarzenia :

    Krzyżowcy pod Szczecinem
    Wydarzenia jakie rozegrały się pod Szczecinem w 1147 roku są doskonałym przykładem cenzury i historycznego kłamstwa, które pokutuje po dziś dzień. Oto armia krzyżowa, pod dowództwem Albrechta Niedźwiedzia, margrabiego miśnieńskiego Konrada, arcybiskupa magdeburskiego i biskupów Wawelbergu, Halberstadtu, Munster i Bremy, ląduje pod chrześcijańskim Szczecinem i … no właśnie, co się wtedy stało? Rozpowszechniane po dziś dzień brednie mówią, że Szczecinianie wywiesili krzyże na murach, biskup szczeciński Wojciech ruszył w stronę obcych wojsk z procesją, a wtedy krzyżowcy, zapewne mocno zawstydzeni atakiem na chrześcijańskie miasto, odstąpili od oblężenia.
    O słodka naiwności … Wyobraźcie sobie: armia krzyżowa ponosiła nieustanne porażki w walce ze Słowianami i była głodna sukcesu. Olbrzymia część krzyżowców była poważnie zadłużona, a Szczecin był wtedy bardzo bogatym miastem (Słowiańskim miastem!). Że krzyżowcy kochają łupy i nie przejmują się wcale kogo okradają i zabijają, pokazuje doskonale przykład Damaszku (muzułmańskiego sojusznika chrześcijan), Lizbony (zamieszkanej także przez chrześcijan, których wymordowano razem z muzułmanami), Zadaru, Konstantynopola i Nowogrodu Wielkiego (czyli miast chrześcijańskich), które okazały się celem krucjat. Już arcybiskup Daimbert płynąc na czele pizańskiej floty do Jerozolimy w 1098 roku napadał i grabił wyspy archipelagu Jońskiego. W 1156 wojska księcia Antiochii spacyfikowały i dokonały rzezi mieszkańców Cypru. Także nie ma nic nowego ani niezwykłego w ataku krzyżowców na chrześcijańskie miasta. To wręcz norma.
    Szczecin zresztą dopiero od niedawna był oficjalnie chrześcijański. Biskupi z pewnością o tym wiedzieli, jednak wątpliwe, by szeregowi krzyżowcy mieli o tym pojęcie, jeśli w ogóle ich to obchodziło.
    Jeszcze jedno – jednym z uczestników był biskup ołomuniecki Henryk Zdik, zaufany Władysława Przemyślidy i oczywiście króla Konrada. Jeśli wspomnimy sprawę polskiego księcia Władysława Wygnańca, i poparcie dla niego ze strony niemieckiego króla (wszyscy ci trzej władcy byli skoligaceni rodzinnie), to pomysł ataku na Pomorze poprzez uzyskanie takiego przyczółka jak Szczecin, staje się wręcz oczywisty.
    Już w 1146 roku Konrad III próbował ataku na Polskę, by przywrócić władzę Władysława Wygnańca, jednak został powstrzymany rozlewami Odry i musiał to zapamiętać. Gdy zanalizujemy sytuację ze strony politycznej, to byłoby naprawdę niezwykłe, gdyby w tej sytuacji do ataku na Szczecin nie doszło.
    Poza tym, miastem władał książę Racibor, który nieźle dał się we znaki chrześcijanom podczas rajdu na Konungahelę w 1136 roku. Dodajmy do tego chorobliwy antysłowianizm, jaki charakteryzował biskupów (którzy mieli najwięcej do powiedzenia), a mamy już jasną sytuację – do oblężenia i walki musiało po prostu dojść.
    Wincenty z Pragi pisał, że biskup Wojciech spotkał się z biskupami saskimi, po czym ci zaprzestali grabieży, a następnie po wpłaceniu znacznego okupu przez miasto wycofali się. Kronikarz nadmienia też, że wojska biskupie poniosły znaczne straty w ludziach (!) oraz, że przybył specjalny poseł papieski, zabraniający przyjmowania okupu, rzekomo nawet grożący ekskomuniką. Tekst Wincentego jest dość nielogiczny, wskazujący (na co wielu historyków zwróciło uwagę), iż zwyczajnie był przerabiany a część (najbardziej kompromitująca) zapewne została usunięta.
    Jak więc było naprawdę? O co chodziło z tym „trybutem szczecińskim” i dużymi stratami w ludziach?
    Można śmiało przyjąć, że biskupie wojska grabiąc i mordując okolicznych mieszkańców, rozpoczęły oblężenie Szczecina. Z pewnością biskup Wojciech próbował to przerwać, udając się do obozu krzyżowców. Tam został ujęty i zażądano okupu za biskupa (był on najprawdopodobniej slawizowanym Germaninem), jednak z oblężenia nie zamierzano rezygnować. Tu jednak wkracza na arenę Mieszko Stary, który z pewnością przewidywał, że owa pobożna krucjata prędzej czy później znajdzie się pod Szczecinem (najbardziej soczystym kąskiem Pomorza) i nie zamierzał na to pozwolić. Sam miał plany związane z tym regionem, a poza tym, zdobycie przez Sasów takiego przyczółka postawiłoby Polskę w wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji. W walce z Połabianami nie brał udziału (podobnie jak Bolesław Kędzierzawy, który wybrał się na Prusy), trzymając jednak rękę na pulsie.
    Należy zauważyć, że jego wojska (które były pewnie znudzone i spragnione walki) zupełnie nie musiały się hamować – mogły z zupełnym poczuciem bezkarności przejechać się po saskich karkach, gdyż nikt nie ośmieliłby się oskarżyć ich o atak na chrześcijańską armię krzyżową. W końcu to krzyżowcy pierwsi zaatakowali chrześcijańskie miasto) Stąd najprawdopodobniej owe duże straty (Polacy wykazali się entuzjazmem) po stronie Sasów.
    A ta rzekoma ekskomunika, którą miał nałożyć papież na przywódców rajdu pod Szczecin? Było to, jak twierdzi Andrzej Michałek, zwyczajowe działanie – po prostu papież domagał się swojej części (zwykle była to 1/3), a ponieważ z duchowieństwem niemieckim miał mocno na pieńku (podobnie jak wielu papieży przed nim i po nim), zastosował taki właśnie element przymusu. Papież zwyczajnie zażądał własnej działki.
    To Albrecht Niedźwiedź (najprawdopodobniej) powiadomił papieża o planowanej przez biskupów wyprawie pod Szczecin. Sam także ostrzył sobie zęby na łupy, ale pragnął oczywiście alibi na wypadek ewentualnego skandalu. Biorąc po uwagę odległość, jaką posłańcy musieli przebyć w tak niepewnych czasach, kwestia ataku musiała być poruszana dużo wcześniej.
    Krucjata połabska oraz jej atak na Szczecin nie cieszy się zbyt wielką popularnością (w porównaniu do wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej) wśród historyków. Nawet ci, co opisują krucjaty północne (Jak Christiansen), ograniczają się do skromnej wzmianki na ten temat. A szkoda, bo ktoś powinien ta sprawę ostatecznie wyjaśnić.
    Polecam „Słowianie zachodni. Początki państwowości” Andrzej Michałek – autor, jako jedyny w miarę obszernie opisał ten temat.
    Źródło :http://ryuuk.salon24.pl/300214,krzyzowcy-pod-szczecinem

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930